„Nie rzucim ziemi…”

 

Nie rzucim ziemi skąd nasz ród.”

Ile jeszcze polskiej ziemi, uda się oddać w obce ręce ?

 

Przystępując do Unii Europejskiej wynegocjowaliśmy, między innymi, 12. letni okres przejściowy sprzedaży nieruchomości rolnych i leśnych dla cudzoziemców, który skończy się 1 maja 2016 roku. Wydawało się, iż do tego czasu uda się wdrożyć zasady polityki rolneji uszczelnić sprawy związane z obrotem ziemi dla rodaków. Żeby cudzoziemiec mógł kupićw Polsce ziemię, w szczególnych przypadkach, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych musi wyrazić na to zgodę.

 W imieniu Skarbu Państwa od 15.03.2003 r. państwową ziemią  zarządza Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR) powołana w miejsce funkcjonującej wcześniej Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Podstawą działania ANR jest ustawao gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa z 19.10.1991 r. Agencję nadzoruje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a Pan Minister  zatwierdza jej  statut. Pion rolnictwa to w ówczesnych i w poprzednich rządach działka PSL-u, który jako koalicjant Platformy Obywatelskiej  stara się jak może, by właściwie wypełnić swoją misję w tym zakresie.

Odnosi się to również do spraw sprzedaży państwowych gruntów, bo to szczególny biznes. Sprzedaż gruntów cudzoziemcom, musi się odbywać pod szczególna kontrolą, więc realizacja tego zadania  wywołuje niemałe emocje na naszym rynku. Wobec różnych ograniczeń w swobodzie obrotu nieruchomościami rolnymi i leśnymi, jakże proroczo brzmią słowa ujęte
w pierwszych słowach Roty Marii Konopnickiej, które napisała, w czasach germanizacji polskiej ziemi. Słowa, które o mało co,  nie stały się słowami polskiego hymnu narodowego, przegrywając ostatecznie z Mazurkiem Dąbrowskiego.

Zatem wydawałoby się, że w swojej misji, ludowcy chlubiący się od ponad 100 lat kontynuacją ruchu ludowego w Polsce, szczególnie zadbają o to, by w okresie przejściowym żadna piędź ziemi nie dostała się nieprawnie w ręce cudzoziemców, a interes naszych rolników został właściwie zabezpieczony. Po okresie przejściowym, Polska będąc członkiem UE zgodnie z przyjętymi traktatami, otworzy się w pełni na przepływ osób, usług i kapitału .Realia są jednak inne. Korzystając z luk prawnych i braku działań urzędników, by je wyeliminować, cudzoziemcy mogą kupować ziemię w Polsce praktycznie bez ograniczeń.                                                                                                                   Jak to jest możliwe ?

Wyniki Najwyższej Izby Kontroli (NIK) w 3 oddziałach ANR, w których występował  największy popyt na ziemie ( mazowieckie, dolnośląskie, zachodniopomorskie) wskazują, że nieruchomości nie były, tak jak sugerowało to większość donosów skierowanych do Izby, sprzedawane na tzw. „słupa”. Metoda ta polega na tym, iż dla przeprowadzenia transakcji zakupu, podstawia się obywatela polskiego, który działa na zlecenie zagranicznych inwestorów
z ogromnym kapitałem, więc polscy rolnicy nie są w stanie z nimi konkurować. Okazało się, że cudzoziemcy mogą przejmować grunty rolne w Polsce, poprzez spółki z kapitałem polskim, które są właścicielami ziemi. Wystarczy tylko być właścicielem udziałów, czy akcji w spółce. Spółki zaś kontrolowane przez obcy kapitał, nie muszą składać do rejestrów sądowych, informacji o posiadanych gruntach. Dlatego też Krajowy Rejestr Sądowy, nie przekazywał informacji do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW) o zmianach właścicieli gruntów. Wiedziano o tych praktykach od dawno, ale nikomu nie zależało na zmianie tego stanu prawnego, a w szczególności ANR. To ona realizując zadania polityki rolnej naszego państwa, odpowiada za obrót państwowymi nieruchomościami.

Jak wykazały wyniki kontroli, według danych MSW w latach 2011- 2012 cudzoziemcy kupili w woj. dolnośląskim 397 ha, a w woj. zachodniopomorskim 1.506 ha gruntów.
W rzeczywistości było tego 3-4 razy więcej. Odpowiednio dla woj. dolnośląskiego
578 ha i dla zachodniopomorskiego 4.577 ha. Było to możliwe dlatego, gdyż ANR nie monitorowała, pomimo otrzymywanych sygnałów z terenu od rolników i związków zawodowych o nieprawidłowościach w tym zakresie, wtórnego rynku obrotu gruntami rolnymi i leśnymi. Praktycznie w tym przypadku nie tak ważna jest ilość nabywców, co wielkość przejmowanego areału. W woj. zachodniopomorskim 2,3 % nabywców (12 z 509 transakcji) zakupiło 1/3 ( ok. 9,8 tys ha),  przygotowanych  przez agencję gruntów. Przy okazji kontroli okazało się, że nie ma jasnych oraz czytelnych zasad i procedur, w typowaniu nieruchomości rolnych do sprzedaży, nie mówiąc już o wielkości powierzchni tych areałów.

Wynika z tego, że taka sytuacja, odpowiadała wielu zainteresowanym, a w szczególności ANR. Takie niedopatrzenia dyskwalifikują szefostwo ANR, a zwłaszcza jej prezesa . Od roku 2012 Agencją zarządza Pan Leszek Świętochowski, prominentny działacz PSL-u z Lubelszczyzny, który powinien szczególnie dbać o interesy polskiego rolnictwa.

Dla niektórych byłych już prominentnych urzędników, już sam fakt nie wykazania
w zeznaniu podatkowym eksponowanego zegarka, był ostatecznie powodem „honorowego” odejścia, z pełnionej misji ministerialnej, by w pełni wyjaśniać postawione zarzuty.  Jako obywatel, oczekuję podobnej reakcji od Pana Prezesa, bowiem NIK obnażyła w ANR dowolność działania  i sobiepaństwo urzędników. Liczę na to, że Pan Prezes i jego ekipa zachowa się również honorowo i odda się do dyspozycji ministra, rezygnując z pełnionych stanowisk.

Mam nadzieję, że nie trzeba będzie zmieniać słów i melodii naszego hymnu narodowego związanych z czasami, które nie wrócą !

Krzysztof  Wiecheć    Unia Pracy

Opole.  04.03.2014 r.