Czy lewica zmądrzeje?

Niestety, lewica nie mądrzeje. Takie można odnieść wrażenie po głosach prominentnych polityków lewej sceny politycznej kraju. Żadnych konstruktywnych wniosków po sromotnej klęsce w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Zamiast się jednoczyć, nadal każda z lewicowych partii trwa w swych okopach. Podejmowane próby przez Unię Pracy, aby stworzyć jednolity front walki ze skrajnie prawicowo – populistycznym Prawem i Sprawiedliwością nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. Najgorsze jest jednak to, że niektóre partie lewicowe widzą wrogów w innych partiach lewicowych. Dokąd to prowadzi? Najbliższy dotąd koalicjant Unii Pracy, Sojusz Lewicy Demokratycznej nie widzi możliwości tworzenia koalicji wyborczej, chociaż zawłaszcza  koalicyjną nazwę komitetu wyborczego SLD Lewica Razem. Nie wiem czego się SLD boi, tego, że nie przekroczymy progu wyborczego? To w wyborach samorządowych nie ma większego znaczenia. Osiem procent w tych wyborach, to mizerny wynik. Stać nas na o wiele wyższy. Może to w końcu do wciąż aktualnego koalicjanta dotrze. Zapewne łatwiej w dogadaniu się byłoby młodym z SLD i UP, niż ze starszym pokoleniem w kierownictwie partii. Lewica ma szansę, trzeba ją wykorzystać. Jeszcze nie tak dawno mówiono o potrzebie tworzenia bloku totalnej opozycji wobec PiS. Nic z tego. PiS zaciera rączki. Platforma ubiła targu z Nowoczesną i uważa, że chwyciła Pana Boga za nogi.  Wcześniejsze zamiary porzuciła. Dzisiejsze sondaże dają bonus tym partiom, ale to chwilowe.  Zjednoczona Prawica ich zdystansuje. Ma na to sposoby. Często ohydne, jednak skuteczne. Zatem nadal jest szansa dla lewicy na mocne zaistnienie w najbliższej samorządowej kampanii wyborczej, a to byłaby przepustka do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Idźmy razem, bo w jedności siła. Od zawsze.

Unitek

Nazwisko autora znane administratorowi.

„Wybory Prezydenta Wrocławia…”

Wybory Prezydenta Wrocławia to nie konkurs Miss Wrocławia, a POLITYKA.

Nie zawsze można głosować na osobę najbliższą sercu, ZAWSZE trzeba realizować cele polityczne. A takim celem Unii Pracy, zarówno na płaszczyźnie ogólnopolskiej jak i we Wrocławiu jest niedopuszczenie do władzy kandydatów PiS.

Kandydatura Ujazdowskiego w tych warunkach zwiększa szanse na realizację naszego celu. Nie wiemy kto zostanie prezydentem Wrocławia, ale prawdopodobieństwo, że kandydat/ka PiS bez wątpienia dzięki tej kandydaturze zmaleje.

W 2002 r. SLD i Unia Pracy zdecydowały się wystawić kandydaturę Lidii deOedenberg nie dlatego że była działaczką lewicy, bo nią przecież nie była, ale dlatego , że była osobą z poza polityki , kojarzona jeżeli już to z politycznym centrum. Celem takiego wyboru było pozyskanie elektoratu centrowego, bo wszystko, co na prawo od centrum, było już domeną Dutkiewicza. Wybór ten doprowadził naszą kandydatkę do drugiej tury wyborów i 15 mandatów radnych. Gdy cztery lala później lewica zdecydowała się na kandydaturę wielce zacną, ale zdecydowanie kojarzoną z SLD wynik był już jednocyfrowy. Plus dwa mandaty radnych. To są fakty z których trzeba wyciągać polityczne wnioski.

Od czerwca 2017 r. wspieraliśmy kandydaturę prof. Alicji Chybickiej, czynnie uczestniczyliśmy w pisaniu jej programu wyborczego. W warunkach gdy nie ma już jej kandydatury, ale współtworzony przez nas program z pełnym poparciem prof. Chybickiej przejął nowy kandydat brak jest przesłanek, byśmy mieli porzucić rozpoczęte dzieło.

Kandydatura osoby głęboko związanej z miastem ma oczywiście wiele zalet, ale nie jest też pozbawiona wad. Posiadanie szczegółowo wyrobionego zdania w konkretnych wrocławskich sprawach może sprawiać , że osoba może nie być skłonna do głębszych przemyśleń i słuchania innych racji. Czasami to wyrabiane przez lata sympatie lub antypatie biorą górę. Spojrzenie „z zewnątrz” na konkretny problem, bez wcześniejszego bagażu, może dać często lepsze na końcu wyniki. Są zapewne we Wrocławiu osoby, które z zamkniętymi oczami mogę opowiadać o problemach i wyzwaniach każdego z ponad czterdziestu osiedli z osobna. Ale to wcale nie musi oznaczać , że będąc prezydentem będzie w stanie je sprawnie rozwiązywać.

Organizmem tak dużym i tak złożonym nie da się jednoosobowo. Prezydent, ktokolwiek by nim nie był będzie musiał korzystać z wiedzy i doświadczenia szerokiego grona współpracowników. To oni mają mu dostarczać szczegółową wiedzę w konkretnych zagadnieniach i wskazywać wielowariantowo ścieżki optymalnych decyzji. I po części od tego jak je sobie dobierze to grono współpracowników będzie zależał jego sukces. Ale to na prezydencie miasta będzie ciążyło zadanie ważenia często ścierających się racji, uważnego czytania analiz i podejmowania wiążących decyzji. To jego osobowość, a często chart ducha decydować będzie ostatecznie o jakości zarządzania miastem.

Osobiste poglądy polityczne, nie muszą, a wręcz nie powinny mieć na to głębszego wpływu. Profesjonalny menadżer pozostawia je po prostu „w domu”.

Miastem nie powinno się zarządzać w celu realizacji lewicowych, prawicowych ani żadnych innych celów politycznych.

M.P.

„Czas triumfu i radości…”

 

Czas triumfu i radości nadejdzie szybko, PiS się sypie, ponieważ zapowiadany umiar, pracowitość, pokora zamieniły się w chamstwo, pazerność, chciwość i pogardę dla człowieka prostego. A jak napisał poeta: „który krzywdzisz człowieka prostego, nie bądź bezpieczny”…

Pierwszy czarny marsz wywołany pierwszym podejściem PiS do sprawy aborcji stał się dla mnie przełomem. Do akcji ruszyli spontanicznie ludzie dobrej woli, którzy chcieli powiedzieć PiS-owi – stop! Są granice ograniczania wolności. Nie będzie nad Wisłą ciemnogrodu, nie będzie fundamentalizmu religijnego, nie będzie dominacji jednego Kościoła nad innymi wyznaniami, nad niewierzącymi. Nie wyrażamy zgody na autorytarne rządy. Później dołączyły do „czarnych marszów” inne ruchy obywatelskie takie jak KOD czy Obywatele RP.

Opozycja i gros świadomego społeczeństwa było jednak w swego rodzaju letargu, trwało w osłupieniu po PiS-owskim Blitzkriegu, panowała depresja, poczucie niemocy, braku sensu działania, no bo ich prezydent, ich premier, ich rząd, w parlamencie triumf monopartii, a nad tym wszystkim żoliborsko-nowogrodzki szeregowy poseł żądny krwawej zemsty za zamordowanie brata, brata, prezydenta tysiąclecia, najwybitniejszego męża stanu, de facto przywódcy Solidarności, której nominalny twórca i przywódca był zwykłym Bolkiem – rzezimieszkiem.

Opozycja zajmowała się wyłącznie sama sobą, dokonywała aktów strzelistych w postaci wyjazdów na Maderę z niesakramentalnie niepoślubionymi kobietami, pączkowała przez podział. PO atakowało Nowoczesną, Nowoczesna PO, PSL był zdystansowany, SLD kojarzyło się głównie z żółtym sweterkiem i żalami do Zandberga oraz Nowackiej, a ci z kolei mieli żal do siebie i do SLD. Leszek Miller starał się być oryginalny w swoich wypowiedziach, ale wychodziło niespecjalnie, szczególnie po wystawieniu tytanki intelektu Ogórek jako kandydata lewicy w wyborach prezydenckich. Generalnie obraz niemocy, nędzy i rozpaczy. A PiS szalał. Tak gwałtownie demolował Polskę, w takim tempie, że po prostu ręce opadały.

W dyskusjach Polaków przeciwników PiS twierdzono, że nic nie można, że PiS będzie rządził przez kilka kadencji, pewnie kiedyś ten koszmar się skończy, ale my, dzisiejsi pięćdziesięcio i sześćdziesięciolatkowie raczej tego nie doczekamy, a jeśli doczekamy to jako weseli, z demencją staruszkowie i nie będzie to miało już dla nas większego znaczenia.

Zemsta PiS na reżimie UE

Ale PiS nie jest bezbłędny, nawet jeśli oni (bo to są „oni”) sami w to wierzą. Projekt PiS polegał na odczytaniu myśli i uczuć środowisk mniej lub zupełnie nieelitarnych, ludzi sfrustrowanych, pomijanych, mniej zdolnych, mniej przedsiębiorczych, gorzej wykształconych, zakompleksionych, nieznających świata lub znających ten świat wyłącznie z tanich linii lotniczych oraz wczasów „last minute”. Ci ludzie po pierwszej radości z upadku komuny, nasyceniu się tym, że nie ma kartek, że elity PRL-owskie dostały w kość, że w sklepiku wiejskim jest wszystko co potrzebne na co dzień, najtańsze piwo, a ksiądz miejscowy nie jest już „represjonowany” i można słuchać mszy w radiu, a w każdej uroczystości państwowej od szczebla centralnego po gminny bierze udział osoba duchowna, prawie wyłącznie z Kościoła katolickiego, zaczęli odczuwać frustrację, ponieważ zobaczyli, że nowe elity mają jeszcze lepiej, że nie latają tanimi liniami, tylko „normalnymi”, że piją drogie wina i whisky, że jedzą ośmiorniczki, a kolacja kosztuje tyle co ich renta, że podróżują po świecie, a nie tylko do Hurghady czy innego hotelu *** z „all inclusive”, że jeżdżą innymi samochodami niż wyklepany, piętnastoletni golf ze szrotu.

PiS to świetnie odczytał, dodał „nadbudowę” w postaci nacjonalizmu, wroga zewnętrznego roznoszącego pasożyty i niebezpieczne zarazki i „głębokiej, ale teologicznie mocno zubożałej, polskiej religijności” w postaci kołysania się przy dźwiękach ulubionej piosenki JP II – „Barki”.

Wreszcie dał satysfakcję niezbędną środowiskom nieelitarnym, czyli państwową zemstę na elitach. I to zemstę charakterystyczną dla wszystkich rewolucji, bo zemstę poniżającą beneficjentów czasów minionych – „reżimu UE i PO”.

Ja, jako lekarz…

Od pierwszego Czarnego Marszu, od wielkiej demonstracji KOD w Warszawie uparcie twierdzę, że upadek PiS będzie bardzo spektakularny i zaskakująco szybko nadejdzie. Opieram swoje przekonanie nie na głębokich dywagacjach filozoficzno-ekonomiczno-historyczno-politycznych czy byciem ekspertem od wszystkiego, ale na podstawie obserwacji ludzi, jaką daje mi wykonywanie zawodu. Nie wszyscy ci ludzie stanowią wysublimowaną elitę społeczeństwa, ale od wszystkich można się czegoś nauczyć. Czasem nawet tego, jak nie należy postępować i do jakiego stanu nie należy się doprowadzać.Obserwuję, jakie gazety leżą na stolikach przyłóżkowych i jaki program płatnej telewizji jest włączony na sali chorych. Otóż może to wywołać szok warszawskich elit, ale na ich stolikach prawie nigdy nie widzę Wyborczej, Polityki i Tygodnika Powszechnego i prawie nigdy nie oglądają TVN.

W osiedlowym sklepiku główne zakupy to paczka papierosów, „małpeczka”, najtańsze piwko, zawierająca proste węglowodany, najtańsza bułka i do tego baton-słodki i bez żadnej wartości odżywczej.W saloniku prasowym kupują głównie kupony Lotto lub innych gier, których nazw nawet nie pamiętam. Wydają na tę ułudę bogactwa i „pańskiego życia bez wysiłku” często po kilkadziesiąt złotych polskich. I to wydają z bieda-rent i bieda-emerytur.

Zniesmaczenie nie elit

Takie obserwacje „prostego ludu” pozwalają mi sformułować wniosek, że istnieje pewna bariera i granica akceptacji wstydu i pozwolenia na oszukiwanie samych siebie. I ta granica została przez PiS przekroczona. Pazerność ludzi PiS-u, taka ludowo-przaśna pazerność nuworyszy, ludzi, którzy w najbardziej optymistycznych snach nie mogli nawet marzyć, że znajdą się w tym miejscu, w którym się znaleźli, że będą mieli ochroniarzy i samochody z kierowcą, że pokażą ich kamery i będą mieli pod nosy podtykane mikrofony, czyli kariery typu z „apteki w Łomiankach na salony”, salut wyprężonych pułkowników i generałów, spowodowała zniesmaczenie nawet prostych ludzi, nawet beneficjentów 500+.

No i po drugie, obudziła się wreszcie opozycja, zaczęła się łączyć, a nie dzielić, zaczęła podejmować wspólne inicjatywy, wystawiać wspólnych kandydatów w wyborach i najważniejsze, zaczęła do ludu mówić językiem ludu, a nie warszawskich salonów. Przestano przekonywać do Zygmunta Baumana, którego lud nie zna i go nie obchodzi, zaczęto używać właściwego języka komunikacji: afera, wiele afer, afera SKOK, premie i nagrody, złodzieje, koryto, dorwali się do koryta, objęli państwowe posady, obciach w Europie, USA przeciw nam, nie przyjmą Dudy i Morawieckiego, wojna ze wszystkimi, pazerni księża pedofile itd.

PiS każdego dnia daje dziesiątki i setki powodów do obciachu. Bo to rzeczywiście prostacy, wyrażający ludowe cwaniactwo, „polską zaradność”, chciwość tu i teraz, knajacki język.Misternie budowane sensacje i afery, jak choćby zamach smoleński sypią się w proch i pył i aktualnie nawet najprostsze jednostki już w dywagacje Macierewicza i jego mniej niż żałosnych ekspertów jak Berczyński, Nowaczyk czy Binienda, nie wierzą.

PiS się sypie

A jednak dzień, kiedy na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” zobaczyłem triumfalną wiadomość „12 proc. mniej”, serce we mnie zamarło. Bo to, że PiS pada, to oczywiste. Ale właśnie teraz musimy być jak niemieccy piłkarze. Walczyć do ostatniej minuty, nie podnosić rąk do góry, koncentrować się, trzymać nerwy na wodzy, odrzucać radość ze zwycięstwa, którego jeszcze nie ma. Ono jest zapewne bardzo blisko, bo nawet ludzie prości nie tolerują, kiedy ktoś sobie z nich drwi, ośmiesza i nakłada na ich barki bagaż obciachu. Ale ręce w górze będą po wyborach, kiedy PiS zostanie odsunięty od władzy,

Funkcjonariusze pisowskiego reżimu zaczną walczyć zwyczajnie o siebie. Przecież część z nich będzie siedzieć. Ci nieprawnie ułaskawieni, ci łamiący Konstytucję, ci wycinający lasy, policjanci służący partii, a nie Polsce, Państwu i Konstytucji, służalczy sędziowie, służący Ziobrze, a nie prawu czy nawet prezesi państwowych spółek, opóźnieni wiekowo absolwenci wieczorowych szkół parawyższych w Radomiu, którzy wujów okradali w młodości.

A więc nie czas na triumfalizm. Nie czas na ręce w górze, tak jak Błaszczykowski w 89. minucie meczu w Gdańsku z Niemcami, kiedy schodził z boiska w wyniku cwaniackiej, taktycznej zmiany, by po minucie leżeć w rozpaczy na murawie, kiedy Niemcy doprowadzili do remisu.

Czas triumfu i radości nadchodzi, zbliża się bardzo szybko, PiS się sypie, ponieważ zapowiadany umiar, pracowitość, pokora, zamieniły się w chamstwo, pazerność, chciwość, pogardę dla człowieka prostego. A „który krzywdzisz człowieka prostego, nie bądź bezpieczny”, jak pisał Wielki Poeta!

Nie czas na zamianę depresji na triumf. Czas jest na pracę i na bycie przyzwoitym, jak mawiał Bartoszewski i czas na to, co ważniejsze od życia, czyli wolność, jak mawiał Marek Edelman.

Maciej Michalik, prof. UWM w Olsztynie

 

„Nam się należało…”

 

Opole, dnia 26.03.2018r

Nam się należało …”

Władza nie tylko pozbawia niektórych ludzi rozsądku, co potwierdzają przyznawane bez podstawy prawnej wysokie nagrody dla członków Rządu, a co gorsze także i rozumu, co z kolei potwierdza ostatnie Sejmowe wystąpienie Premier Beaty Szydło. Gdy wyszło z worka nagrodowego przysłowiowe „szydło” Pani Premier zamiast Suwerena przeprosić, za zbytnią nonszalancję w dysponowaniu publicznym groszem, wyszła na mównice i wykrzyczała, że te nagrody jej i Ministrom oczywiście się należały za „ciężką pracę”. A już zupełną przesada i oderwaniem się od rzeczywistości było stwierdzenie, że atak na Ministrów to atak na Polskę.

Szanowna Pani Premier, powinna Pani wreszcie zrozumieć, że to właśnie przemilczanie niekompetencji, nieuczciwość i pazerność Ministrów jest działaniem na szkodę Naszej Ojczyzny.

Nawiązując do „ciężkiej pracy” Rządu, może warto podsumować jej efekty i zapoznać z nimi Rodaków(Suwerena).

Rada Okręgowa w Opolu

Komentarz Unii Pracy w Opolu

 

Jedziemy na oparach…

 

…Jedziemy na oparach”

W Nowej Trybunie Opolskiej ukazał się wywiad Agatona Kozińskiego z Jarosławem Gowinem. W kontekście tego wywiadu przedstawiamy krótki komentarz do dwóch stwierdzeń Premiera.

W trzecim roku rządów jedziemy na oparach” stwierdził w wywiadzie Premier Jarosław Gowin. Parafrazując tą jego wypowiedź można stwierdzić, że pierwsze 2 lata rządów PiS-u to była nauka jazdy bez instruktora super szybkim samochodem. Ta jazda bez trzymanki zdemolowała wszystko wokół. Dzięki Bogu, że skończyło się paliwo i mamy jazdę tyko na oparach, co wskazuje na jej nieuchronny koniec. Teraz Rząd PiS będzie miał czas na chwilę refleksji i przystąpienie do usuwania wszystkich wcześniej wyrządzonych szkód. Taką nadzieję daje deklaracja

o publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Premierowi życzymy powodzenia.

Każda władza się zużywa. Jesteśmy podmęczeni” to kolejne stwierdzenie w wywiadzie z Premierem Jarosławem Gowinem. Mamy nadzieję, że jest to rzeczy-wiście tylko chwilowe podmęczenie a nie zniechęcenie wynikające z informacji Premiera Mateusza Morawieckiego, że „nagród nie będzie”. Bo przecież „patrioci szlachetnego sortu”, dla których dobro Naszej Ojczyzny jest najważniejsze, mogą jej służyć nawet pro publico bono.

Komentarz Unii Pracy w Opolu

 

Stanowisko Unii Pracy

 

Stanowisko Unii Pracy  w sprawie całkowitego zakazu  aborcji

Unia Pracy bezwzględnie jest przeciwna projektowi , którego inicjatorką była Kaja Godek, która usuwa z obowiązującej ustawy o planowaniu rodziny przesłankę zezwalającą na aborcję, kiedy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”.

Bezwzględnie  popieramy Strajk Kobiet i protesty przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego.  Jesteśmy przeciwni jednemu  z najostrzejszych w Europie praw antyaborcyjnych , które może obowiązywać w Polsce już za kilka dni.

Szanowny Parlamencie – opamiętajcie się nie cofajcie nas do poprzedniej epoki.

Waldemar Witkowski- przewodniczący Unii Pracy

 

Z Tygodnika Przegląd 10/2018

 Przegląd 10/2018
Pisowska Rada Ocalenia Narodowego

Pisowska Rada Ocalenia Narodowego

Zdegradują Jaruzelskiego. A potem zabiorą się do tysięcy jego oficerów

Mateusz Morawiecki specjalnie przeniósł posiedzenie rządu na czwartek, żeby odbyło się 1 marca, w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Posiedzenie miało tylko jeden punkt – rząd przyjął na nim projekt tzw. ustawy degradacyjnej, która pozwoli zdegradować do stopnia szeregowca generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka.

Jak to potraktować? Jako kolejny wygłup Mateusza Morawieckiego? Jako zemstę? Czy też brać na poważnie?

Oddajmy głos samemu Morawieckiemu, który tak tłumaczył mediom ideę ustawy degradacyjnej: „Chcemy nazwać po imieniu: zło – złem, dobro – dobrem, zdradę – zdradą, bohaterstwo – bohaterstwem. Dlatego ustawa ma »przywrócić podstawowy porządek moralny«. Tak, żeby rtm. Pilecki nie był zestawiony z gen. Kiszczakiem czy gen. Moczarem, którzy byli po drugiej stronie – po ciemnej stronie mocy”.

Słowa o „porządku moralnym” wypowiada człowiek, który parę dni wcześniej składał kwiaty na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej. Tej, która ramię w ramię z gestapowcami wyszła z Polski na zachód, przed zbliżającym się ze wschodu frontem.

Czyli ten porządek moralny – rtm. Pilecki w jednym szeregu z Hubertem Jurą „Tomem” ma być lepszy? Przepraszam, ale Morawiecki w roli nauczyciela moralności jest niepoważny i niewiarygodny. A dywagacje o bohaterstwie, zdradzie itd. ośmieszają go, pokazują, jak jest zacietrzewiony i nieporadny intelektualnie. Na naszych oczach przekształca się z technokraty w prawicowego jastrzębia, w prawicowego politruka. Nie wygląda to dobrze.

Oczywiście łatwo tę przemianę zrozumieć – Mateusz Morawiecki gra teraz o wielką pulę. Chce zbudować w ramach obozu rządzącego własne zaplecze polityczne, ma ambicje przejąć polską prawicę, gdy Jarosław Kaczyński przejdzie na emeryturę. I ta twarda postawa, która wynika również z jego przekonań, bo tak został wychowany, buduje jego pozycję. Tak wygląda dziś polska prawica.

Hołota dla hołoty

Odłóżmy na bok ambicje Morawieckiego. Spójrzmy na ustawę degradacyjną z innej strony. Może to po prostu zemsta gawiedzi, której PiS wszelkimi sposobami stara się przypochlebiać?

Ale kogo ta zemsta zaboli? Wojciechowi Jaruzelskiemu i Czesławowi Kiszczakowi jest już obojętne, czy PiS ich zdegraduje, czy nie. Jest to więc pusty gest. I śmieszny o tyle, że gdy obaj generałowie jeszcze żyli, kiedy nikt nie wiedział, co mogą rzucić na stół, PiS ich nie tykało. Teraz przybyło mu odwagi.

Dodajmy do tego jeszcze jeden element – w Polsce nie było zwyczaju takiego pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, nad ludźmi minionych epok. Polska Ludowa uznawała stopnie wojskowe II RP i nawet w swoim najgorszym okresie, w czasach stalinowskich, nikomu do głowy nie przychodziło degradować Rydza-Śmigłego czy innych sanacyjnych dygnitarzy. Obecnie, jak widać, hamulce puściły.

Jarosław Kaczyński mówił kiedyś o Polsce Ludowej, że był to ustrój hołoty dla hołoty. Czy jednak, inicjując akcję degradacji generałów, nie wpycha swojej formacji w ten właśnie opis? Kaczyński jest zbyt inteligentny, by nie zdawać sobie sprawy, że tak właśnie się dzieje. Dlaczego więc zdecydował się na taki ruch?

Na pewno projekt ustawy degradacyjnej wpisuje się w wojnę wewnątrz obozu władzy. Jednym z ważniejszych jej elementów jest rozprawa z Antonim Macierewiczem. W ciągu paru tygodni Mariusz Błaszczak i Andrzej Duda dokładnie zamazali czas, kiedy Macierewicz kierował Ministerstwem Obrony.

1 marca Andrzej Duda wręczył nominacje generalskie. Tym razem na wniosek nowego ministra, Mariusza Błaszczaka. I byli to inni oficerowie i generałowie niż ci, których proponował Macierewicz. Tego samego dnia gen. Jarosławowi Kraszewskiemu, prawej ręce prezydenta w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, przywrócono certyfikat dopuszczenia do tajemnicy wojskowej. Ten, który cofnęła mu kilka miesięcy temu kierowana przez ludzi Macierewicza Służba Kontrwywiadu Wojskowego.

No i spójrzmy na wcześniejsze działania Błaszczaka – wyrzucił on wiceministrów Macierewicza (z wyjątkiem jednego), ale na tym nie poprzestał, zmiany poszły niżej, sięgnęły m.in. spółek skarbu państwa. Wymienione zostały rada nadzorcza i zarząd Polskiej Grupy Zbrojeniowej. De facto Błaszczak wyczyścił MON z ludzi Macierewicza do spodu, do ostatniego „podejrzanego”. Tak jakby przejmował ministerstwo po największym wrogu.

Oczywiste jest, że wyrzucani z ciepłych posad ludzie Macierewicza to rezerwuar wewnętrznej opozycji, że zasilą grono kontestatorów. Jak więc tę tykającą bombę rozbroić? Odbierając im paliwo polityczne. Macierewicz obiecywał, że do końca roku 2017 ogłosi projekt ustawy, która pozwoli zdegradować gen. Jaruzelskiego. I proszę – Duda z Błaszczakiem nie są gorsi. Zwolennicy Macierewicza otrzymują to, co obiecał im były szef MON, choć z innych rąk.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 10/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Rada Krajowa

Wyjazdowe zebranie Rady Krajowej miało miejsce minionej soboty i niedzieli, 3 – 4 marca w Olkuszu. Rada Krajowa zatwierdziła Plan Działania za 2017 roku oraz Plan finansowy Partii. Ważnym punktem zebrania była sprawa zbliżających się wyborów samorządowych. Zdecydowana większość uczestników opowiedziała się za koalicyjnym startem w wyborach samorządowych do sejmików wojewódzkich, co też uwidoczniło się w głosowaniu. Rada Krajowa dopuszcza start członków UP w komitetach lokalnych na niższym szczeblu wyborów (gmina/powiat). Rada Krajowa upoważniła Zarząd Krajowy UP do prowadzenia rozmów koalicyjnych z podpisaniem umowy koalicyjnej włącznie przez przewodniczącego Unii Pracy. Omówiono również sytuację wewnątrzpartyjną, dyscyplinę członków partii i aktywność struktur terenowych. Ustalono również termin i miejsce następnego zebrania 9 – 10 czerwca w Kowarach.