To nie koniec…

…to początek końca „dobrej zmiany”? Prawo i Sprawiedliwość podejmując się naprawy Rzeczypospolitej tak się w tym rozpędziło, że zaczęło demontować również to, co dobre.Przykłady można mnożyć. Mając większość parlamentarną nie liczą się rządzący z opozycją. Projekty ustaw trafiają do zamrażarki, a inne po prostu wprost do kosza. Hulaj dusza, piekła nie ma! Dobra zmiana reformuje Polskę, ale żeby to się mogło udać trzeba „uporządkować trzecią władzę. Początek miał miejsce wcześniej, w Trybunale Konstytucyjnym. Z TK poszło dość łatwo, zatem przyszła pora zejść z reformą niżej, na sądach powszechnych , radcach prawnych i adwokatach kończąc.
Podejmując się reformy sądownictwa, postanowili najpierw upokorzyć sędziów, wytykając im różne niecne czyny. Tylko zapomnieli dodać, że każdy taki niecny czyn jest przez środowisko ostro piętnowany, a sprawcy surowo karani,w przeciwieństwie do rządzących, kiedy to nieudolnych ministrów sejmowa większość broni, jak niepodległości. Dotąd żaden minister, wobec którego zostało zgłoszone wotum nieufności nie został odwołany. Dziesiątki sędziów, którzy naruszyli etykę zawodu zostało z sądownictwa usuniętych.Dobra zmiana dokonała „dobrych zmian” na niemal każdym stanowisku, od ministra, po sprzątaczkę. Wszyscy muszą być swoi, bierni, mierni wierni,w myśl zasady – TKM! Rozochocili się bardzo.Uwierzyli, że łatwo uporają się z trzecią władzą, bo kto lubi sądy, kiedy wiadomo, że pięćdziesiąt procent z wyroku może być zadowolonych, a drugie pięćdziesiąt nie, a w walce z sądami miały pomóc podporządkowane i posłuszne sobie media (tvp, tvp info, tv republika, tv trwam), gazeta polska codziennie, nasz dziennik, stacje radiowe. Posłowie PiS wprost ogłosili, że po sądach przyjdzie kolej na niezależne media, bo solą w oku stały się tvn24, polsat news, gazeta wyborcza, tok fm i internet, jako te media, które manipulują społeczeństwem. Żeby nie wiem, jak się starały, nie pokonają w tym wyżej wspomnianych. Według tych zapowiedzi prawdopodobnie w kolejce ustawiona została Bruksela jako ostatni segment do obalenia. Z tym może być trudniej, a może w ogóle do starcia nie dojść, bo ostrze rewolucji zostanie stępione skutecznie w krajowych potyczkach i wszystko mogą zakończyć przedterminowe wybory parlamentarne.
A wszystko to spisane na gorącą, niemal, jak przekaz z pola bitewnego.

Opornik.

Tygodnik „Przegląd” Wywiad…

Rozmowa z Elżbietą Zakrzewską, przewodniczącą Rady Krajowej Unii Pracy

– Czy opłaca się dzisiaj działać w partii lewicowej?
– W zależności od tego jakie kto ma poglądy, tak działa. Generalnie, ludzie mają dosyć partii, dosyć kłótni, przede wszystkim parlamentarnych, bardziej utożsamiają się z lokalną społecznością, z lokalnymi grupami działania. Efekt jest taki, że na naszym terenie działa kilka takich organizacji, nie noszą wprawdzie nazw partii, ale są takie jak one, przejmują ich funkcje. Tak, żeby ludzie nie uważali, że to partie…
– Pani za to chodzi z szyldem Unia Pracy. To pomaga czy przeszkadza?
-W wielu przypadkach zaszkodziło mi to, niektórym bardzo się nie podoba, że taka partia funkcjonuje. Ale w wielu wypadkach bardzo mi pomogło. Ludzie wiedzą, że działamy na rzecz tych naprawdę biednych, i nie robimy z tego żadnego happeningu, na zasadzie – piszcie o nas! Od elit są inni.
– Przyjemniej zajmować się celebrytami…
– Każdy ma swoją naturę. My, Unia Pracy, zajmujemy się tymi, którzy potrzebują. Trafiają do mnie przede wszystkim ludzie chorzy. Współpracuję z rodzinami osób chorych na Downa, na autyzm. Oni potrzebują różnej pomocy. Od napisania pisma od pomoc socjalną, czy materialną, czy pomoc w załatwieniu środków ortopedycznych… To może wydawać się banalne. Ale to jest banalne dla ludzi zdrowych, i takich którzy w sprawach urzędowych dobrze się poruszają. A dla zwykłych ludzi, przygniecionych chorobą najbliższych, to jest trudne…
– Ci potrzebujący chowają się często w swych domach, zamykają się…
– Staram się ich aktywizować. Jest u nas tzw. Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych, który prowadzi Stasiu Szuber. Sejmik skupia kilkanaście organizacji osób niepełnosprawnych, od ślepych – jak on sam mówi, bo jest osobą niedowidzącą, poprzez tych, którzy nie słyszą, którzy mają zaawansowaną cukrzycę, po amazonki i inne stowarzyszenia. Oni przychodzą ze swoimi problemami. Jakimi? Na przykład takimi – pani Elu, pytają mnie, czy udałoby się zorganizować, żebyśmy mogli się spotkać z takim i takim lekarzem? Dla ludzi z dużych miast, którzy maja dostęp do lekarzy wszystkich specjalności, wydaje się to banał… A u nas na wsi – niech pan znajdzie endokrynologa, czyli osobę, która leczy tarczycę, czy urologa! Ze świecą szukać! Jak raz na rok ktoś taki do nas zawita, to wszyscy go po nogach całują!
– Ktoś musi do takiego lekarza dotrzeć i go zaprosić…
– Nie tylko chodzi o lekarza… Mam zawiązane stowarzyszenie kobiet-amazonek. Dziewczyny potrzebują, żeby ktoś z nimi porozmawiał, żeby miały przyjazną duszę. Nie tak dawno jedna z naszych dziewczyn miała iść na dwunastkę. To znaczy, 12 tygodni, tydzień w tydzień, miała brać chemię. W tej chwili jest na dalszym etapie leczenia. Siedzieliśmy w kręgu osób, ona taka niewyraźna, i nagle jedna z dziewczyn do niej zagadała – „słuchaj, czy ty wiesz, że jak pójdziesz na pierwszą chemię, to wcześniej powinnaś zjeść kanapkę wieczorem? I później z, samego rana, przed podaniem chemii?” A ona tak się patrzy – „a nam powiedzieli, żeby nic nie jeść”. I słyszy – „jedz, ja ci to mówię, bo ja już jestem po tej chemii! Spróbuj!” Wczoraj z tą dziewczyna rozmawiałam, pytałam się, jak daje sobie radę, ona mi mówiła – „wiesz, przeżyłam tę chemię bez problemu. Te kanapki były rewelacyjne. Naprawdę, nie wymiotowałam!” Ona najbardziej wymiotów się bała… Zwykłe, babskie gadanie, ile jej pomogło…
– Człowiek potrzebuje być z innym człowiekiem…
– To wynika z naszego charakteru. Jeszcze inna dziewczyna z naszego stowarzyszenia też jest w trakcie chemii. Nikt o tym nie wiedział, poza mną. Ale się nie odzywałam. No i podczas któregoś spotkania, ona odezwała się – „ dziewczyny, muszę do czegoś wam się przyznać…” A siedzieliśmy w grupie kilkunastu osób. Wszyscy na nią spojrzeli, co się stało? A ona nagle zdjęła włosy, perukę… Golusieńka jak kolano. I mówi – „wiecie, ja się dopiero dzisiaj odważyłam. Zdjąć… Ale ja was kocham wszystkie, za to, że jesteście. Pomogłyście mi, że będę żyła”. Zdjęła, pokazała, za chwilę założyła. Wszystkie jej zaczęły bić brawo. Druga dziewczyna do niej podeszła – „zobacz, jakie mam piękne włosy”. A miała piękne, gęste… I zaraz dodała – „Byłam taka sama jak ty, też taka łysa”. Takie chwile są ważne… Tym się właśnie zajmujemy, to jesteśmy my, Unia Pracy.
– Aleksander Małachowski miał poświęcone chorym, cierpiącym, swoje nocne audycje…
– Często wspominam Aleksandra Małachowskiego, miałam przyjemność osobiście go znać. To bardzo ważny dla mnie człowiek. To on zaszczepił we mnie potrzebę pomagania. Możliwe, że jest to dziś mało popularne. Trudno. Ja w każdym razie czuję się spełniona, i moje koleżanki i koledzy również.
– Lubi pani te swoje spotkania…
– Nie tylko ja. Jest grupa ludzi, która zajmuje się właśnie takimi nieborakami, którzy w pewnym momencie stali się bezradni, zatracili wiarę w człowieka. A okazuje się, że niepotrzebnie. Powiem panu pewną historię. Tym razem z innego grona. Mamy takiego mężczyznę, ma 48-49 lat, który od paru lat przyjeżdża na spotkania naszego koła cukrzyków. Na któreś ze spotkań nagotowałam bigosu, przyjechał, ja mu talerz, niech się pan naje. On zaczął jeść, i na mnie spojrzał – „jak mi się to podoba! Ta moja żona tylko w soboty niedziele w domu jest!” Później nam wyjaśnił, że wnukami się zajmowała, które mieszkały 200 kilometrów dalej, u nich była. Więc kiedyś do niej zadzwoniłam – „słuchaj, ustaw sobie tę pracę tak, żeby ten twój chłop też w tygodniu cię widział!” Niedawno byłam u nich w miejscowości na festynie, patrzę, oni razem, ona jest już w naszym kole, dyskutuje, zmieniła podejście do wnuków, kocha je jak najbardziej, ale jest z nimi tylko wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebna. No i mówi do mnie – „miałaś rację, że powinnam być w domu… On po prostu mnie potrzebował. A ty wiesz, my teraz na wczasy razem jedziemy!”… Głupia sprawa? Może głupia, ale dla nich bardzo ważna. Bo oni z sobą żyją już wiele lat, i pewnie chcą żyć dalej, i to tak wygląda.
– Parę słów zmieniło ich życie…
– Czy nie pięknie? Teraz z kolei zbieramy pościel, ręczniki, dla kobiety, która jest osobą niepełnosprawną, ma jednostronny paraliż, bardzo mocny niedowład ręki, i która w pożarze straciła kawałek werandy. Byłam u niej, bieda aż piszczy, żyje z 600 zł świadczeń rentowych, a czyściutko! Biednie, ale czyściuteńko, i tylko zapach po pożarze werandy. Pytam, jak pani sobie radzi? Więc odpowiedziała – „A dobrze, pani Eluniu, ja to tylko bym chciała czystą, pachnącą pościel”. Zrobiliśmy akcję. W następnym tygodniu do niej zajadę. Dostanie wszystko, od kołdry do poduszki , koce, inne rzeczy… Nie bała się otwartości, bo wiedziała, że tę otwartość przeleję dla niej na jakieś delikatne wsparcie. Bo to nie jest żadna wielka pomoc. Ale dla niej to będzie pomoc pewnie do końca życia.
– Pani mówi o pomaganiu, o wrażliwości na innego człowieka, a otworzy pani telewizor, i ma pani inną mowę…
– Kilka dni temu włączyłam TVP Info, i po prostu stwierdziłam, że oni o innym kraju mówią. Parę dni temu byłam na mszy, z okazji koncertu jednego z chórów, w którym śpiewają mi przyjaciele. I jak weszłam do kościoła, to natychmiast wyszłam. To co usłyszałam… Włosy na głowie mi się zjeżyły… To co telewizja w tej chwili robi, jak ogłupia, jakie nieprawdy opowiada – jestem przerażona.
– A jest to skuteczne?
– Ludzie, którzy mają telewizję cyfrową zupełnie inaczej mówią, niż osoby które oglądają tylko telewizję państwową. Niektóre programy piorą umysły, i jeżeli ktoś nie ma dostępu do innej telewizji – wygląda to fatalnie. Ale jeszcze coś dodam – telewizja szkodzi i w innych sprawach. Proszę spojrzeć na to co dzieciom serwuje! Tym maluchom, od przedszkola do gimnazjum. Kiecki za 200-300 zł, buciki za 100-200 zł, plecaczki za 200 zł… Kogo na to stać? Tworzymy społeczeństwo elitarne wśród tych którzy tą elitą nie byli, nie są i nigdy nie będą. I to jest bardzo złe przesłanie na przyszłość – że młodzi patrzą „fura i komóra”, a przecież wśród społeczeństwa jest dużo takich, którzy nie potrafią sobie poradzić, albo potrafią, tylko trzeba im podpowiedzieć, lekko pchnąć w dobrym kierunku.
– Kto ma to robić? Lewica jest w tej chwili słaba, mało ją widać…
– Lewicy nie jest mało, natomiast nagonka, która na nią byłą robiona, nazwa lewactwo, ubliżanie, spowodowało, że ludzie boją się przyznać do swoich poglądów, i boją się oficjalnie o tym mówić. W gminach partii nie ma. A z czego to wynika? Z kilku względów. Ludzie boją się tego co ksiądz powie, bo to jest trybun, i w zależności od tego jaki on jest, to albo wykrzyczy, albo grzecznie upomni… Druga sprawa – ludzie boja się tych, którzy są w urzędzie. Bo uważają, że urzędnik wszystko może. A on może tylko w granicach prawa – ale to trzeba wiedzieć.
– Trochę niewygodnie być z Unii Pracy, kiedy najważniejsi są Kościół i urzędnicy…
– Zawsze odpowiadam – jestem Unia Pracy. A Kościół? Ostatnio prowadziłam festyn elżbietański dla sióstr zakonnych z Miłkowa i nie było żadnego problemu. Jestem dumna z tego, że pomogłam im, zebraliśmy dużo pieniędzy. Chociaż one znają moje poglądy, wiedzą kim jestem. Próbują mnie przekonywać do siebie a ja na to: siostry, mamy określona robotę i róbmy ją. I na tym koniec. One znają mnie z pracy, od początku, od podstaw. Choć owszem, miałam ostry zatarg z jednym z księży. Zaczął do mnie startować z różnymi tekstami, publicznie. Więc mu powiedziałam, że jest karciarzem i dziwkarzem. Bo taka jest rzeczywistość. Wszyscy to wiedzą.
– Czyli polityka to jedna rzecz, a normalne życie ludzi – to druga.
– No pewnie. W Unii Pracy to wiemy. Jesteśmy z ludźmi, to słyszymy co mówią. Tak zresztą planujemy przedstawiać UP na spotkaniach z okazji jej 25-lecia. Będziemy pokazywać naszą działalność na rzecz ludzi potrzebujących, ludzi pracy. Na Dolnym Śląsku na wrzesień szykujemy dużą prezentację. Także programową. Bo to że banki trzeba opodatkować – mówiliśmy już bardzo dawno temu. To że żądamy, żeby pracownicy godnie pracowali i ich czas pracy był honorowany, to chyba też nic dziwnego, od dawna o to walczymy. Choć to się wielu nie podoba. Walczymy też o godną płacę, każdy pracownik powinien mieć 2 tys. na rękę, żeby żyć godnie, nie biedować…. 500 plus jest spóźnione, o tym dawno mówiłam, że należało rodzinom pomoc, dać pieniądze na dzieci. Choć mądrzej. Żeby nie było tak jak u nas, że nagle zabrakło rąk do pracy. I wszędzie słyszę ukraiński i rosyjski.
– Jest o czym debatować..
– W grudniu organizujemy kongres – i wszystko to, i inne rzeczy pan tam usłyszy.

Zawłaszczaniu sądów mówimy – NIE!

We Wrocławiu, podobnie jak w większości miast w kraju mieszkańcy o 21.00 gromadzą się pod gmachem Sądów Rejonowych, aby protestować swój sprzeciw wobec uchwalonym tzw.ustawom reformującym władzę sądowniczą w Polsce.Tworzony jest „łańcuch świateł”,a następnie rozpoczyna się marsz w kierunku rynku, aby tam, pod pręgierzem kontynuować swój protest. I tak codziennie, od 15.lipca. W miejscu manifestacji czytana jest preambuła Konstytucji, a tłum skanduje: ” Wolne sądy”, „obronimy demokrację” ” trzy razy weto” „prezydencie, nie podpisuj”, „wolność, równość, demokracja”. Również dosadniejsze – „precz z kaczorem dyktatorem”.Żarliwe wystąpienia ma legenda opozycji, Józef Pinior nagradzany burzą oklasków.Ciekawym zjawiskiem jest to, że z każdym dniem przybywa młodych obywateli niegodzących się z rządzącymi naszym krajem. W piątkowej manifestacji- na oko- 80% to 25 – 40.latkowie. Manifestujący zapowiadają kontynuację akcji protestacyjnej.PiS musi odejść.

20170720_21255120170720_212557

W obronie praworządności!

W obronie praworządności, a dokładniej jednego z bardzo ważnych ogniw demokracji, władzy sądowniczej na wrocławskim Rynku, pod pręgierzem zebrali się Wrocławianie i turyści odwiedzający miasto, aby wyrazić swój sprzeciw wobec zawłaszczania sądownictwa przez partię rządzącą, mieniącą się Prawem i Sprawiedliwością. W proteście uczestniczyli również członkowie Unii Pracy wyrażając w ten sposób niezgodę na przekazanie nadzwyczajnych uprawnień ministrowi sprawiedliwości, prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze.Kolejny protest odbył się pod budynkami sądów o nazwie „łańcuch światła”. Manifestujący w liczbie ponad 1100 osób oplotła swymi rękami budynki sądów i aresztu śledczego, a zapalone świece, znicze i lampiony płonęły wokół do białego rana.Wszyscy manifestujący stwierdzili: nie ustąpimy, ustąpić musi PiS!100_2149 admin

Komentarz.

Pozwalam sobie na komentarz do wizyty prezydenta USA w Polsce, Donalda Trumpa.Zastanawiałem się czym się wyróżni, pamiętając tę sprzed dwóch lat Baracka Obamy. Przyznam, ta Obamy bardziej przypadła mi do gustu.Być może większą sympatią darzę laureata nagrody Nobla. Z uwagą wysłuchałem przemówienia Donalda Trumpa na Pl. Krasińskich. Powiedział to, co chcieli usłyszeć zebrani na placu – w większości sympatycy PiSu, członkowie klubów Gazety Polskiej i Naszego Dziennika. Wiele w przemówieniu było martyrologii, wspomnień o klęskach, w ogóle o historii najnowszej, o ruchu solidarnościowym i zrywach robotniczych lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Sprawiedliwie, o Wałęsie wspomniał i go pozdrowił.Dla świata i Europy przekazał wiadomość, że art. 5 obowiązuje i w razie konieczności przez NATO zostanie wypełniony.Uff, nareszcie! Biorąc pod uwagę korzyści z tej wizyty, to moim zdaniem, największe odniosła administracja amerykańska – jak zwykle. Umowa o dostawie gazu ziemnego i umowa o zestawie rakietowym Patriot. Strach się bać. W pierwszym przypadku, dywersyfikacja dostaw gazu LNG wskazana, bo zaopatrzenie z jednego źródła może okazać się zbyt ryzykowne, chociaż dotąd nam to nie przeszkadzało. Jednak na myśl, że gaz będziemy sprowadzać z trzech kierunków (Rosja, Katar, USA), to może się okazać, że nie będzie gdzie go magazynować, a liczenie na to, że w ramach państw Trójmorza (bez Czech i Austrii) wezmą one od nas zmagazynowany gaz jest na wyrost. Rosyjski może okazać się tańszy,choć na dzień dzisiejszy tak nie jest, a w interesach nie ma zmiłuj się. Zatem należy się liczyć z tym, że dostawy przekroczą możliwości składowania i za nieodebrany gaz trzeba będzie płacić. Na to, że Chorwaci na wyspie Krk przyjmą nadwyżki nie liczę. Tak to czuję w swych starych kościach.
A co do zestawu Patriot. Kontrakt opiewa na kwotę 30 mld pln. Niemal 10% rocznego krajowego budżetu. Kogo te Patrioty obronią? Może Warszawy. A reszta kraju? A kolejne pytanie, ile rakiet jeden zestaw jest w stanie zlikwidować? Przy wystrzeleniu kilkudziesięciu, to i tak kilkadziesiąt dosięgnie celu. W tej sytuacji lepiej nie szukać wrogów, a stawiać na pokojowe współistnienie. Moim zdaniem jest to wielka nieodpowiedzialność, wręcz rozrzutność naszego rządu.Przejaw megalomanii. Tak myślę.
Andrzej Puzio

Spór o listy wyborcze?

Platforma kontra ruchy miejskie: kto na czele list
Jacek Harłukowicz, 01.07.2017

Spór w PO o listy wyborcze. Przedstawiciele tzw. ruchów miejskich, Tomasz Owczarek i Michał Górski, którzy wspierają prof. Alicję Chybicką (PO) w wyborach na prezydenta Wrocławia, mają obiecane „jedynki” na liście PO w przyszłorocznych wyborach do rady miejskiej. W Platformie nie wszystkim się to podoba.

Owczarek to lider Wrocławskiego Ruchu Obywatelskiego (WRO). Trzy lata temu sam ubiegał się o prezydenturę Wrocławia. Przed tygodniem, podczas oficjalnej prezentacji prof. Alicji Chybickiej jako kandydatki na ten urząd, przedstawiony został jako szef jej sztabu wyborczego. Co istotniejsze, będzie on jej głównym współpracownikiem, jeśli chodzi o kwestie programowe – kandydatka ma na razie hasłowy zarys programu, który ma być teraz konsultowany z mieszkańcami.
Michał Górski to szef koalicji OK Wrocław, którą utworzył po opuszczeniu Nowoczesnej. Co ciekawe, z partii Ryszarda Petru odszedł w proteście przeciwko przyjmowaniu w jej szeregi byłych członków… Platformy Obywatelskiej.

„To oczywiste”
W zamian za wsparcie prof. Chybickiej Platforma zagwarantowała Owczarkowi i Górskiemu start z pierwszych miejsc jej listy do rady miejskiej. Górski nie chciał z nami na ten temat rozmawiać, Owczarek potwierdził te informacje.
– To oczywiste, że chcemy być w radzie, by mieć wpływ na realizację programu, który mamy firmować – mówi lider WRO. – Ostateczny kształt list komitetu pani profesor, bo nie będzie to lista partyjna, jeszcze jest ustalany. Ale my z Michałem, jako liderzy środowisk wchodzących w skład jej komitetu, mamy być liderami w swoich okręgach. Podpisaliśmy w tej sprawie stosowny dokument.
Senator Jarosław Duda, szef Platformy na Dolnym Śląsku, podkreśla, że prof. Chybicka nie będzie jedynie kandydatką PO, ale szerszej koalicji. Pytany jednak o porozumienie z ruchami miejskimi, gwarantujące ich liderom pierwsze miejsca na listach, kryguje się: – Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Listy będą dopiero budowane, a zawierane porozumienia są naszą wewnętrzną sprawą.
„Jak policzek”
Temat umowy między Dudą, Owczarkiem i Górskim od tygodnia rozpala emocje wśród członków PO. Część z nich nie tylko obawia się o swoje pozycje na listach, ale również oburza się, że tego typu ustalenia czynione są za ich plecami.
– Platforma jest we Wrocławiu silną marką, ma wielu doświadczonych i kompetentnych działaczy, więc nie musi szukać posiłków wśród przedstawicieli tzw. ruchów miejskich – mówi Renata Granowska, obecna radna PO, a w przeszłości szefowa klubu radnych Platformy we wrocławskiej radzie miejskiej.

Gdyby Owczarek rzeczywiście miał być wyborczą „jedynką” na liście komitetu Chybickiej, to najprawdopodobniej w okręgu Fabryczna, w którym zwykle to ona otwierała listę. – Takie dogadywanie się przewodniczącego bez konsultacji z działaczami to jak policzek – komentuje radna.
Będą się domagać wyjaśnień
Niezadowolonych jest w Platformie więcej – są wśród nich byli i obecni radni oraz posłowie, którzy zainteresowani są jak najlepszymi miejscami na listach dla swoich współpracowników. A także członkowie obecnych władz wojewódzkich partii. Według nich, podpisując z ruchami miejskimi porozumienie gwarantujące im start do samorządu, przewodniczący Duda mógł przekroczyć swoje kompetencje.
– Jako zarząd wojewódzki upoważniliśmy przewodniczącego jedynie do prowadzenia negocjacji, a nie zawierania jakichkolwiek umów – mówi jeden z członków władz dolnośląskiej PO.
Gdy relacjonuję mu słowa Tomasza Owczarka o pisemnej umowie, gwarantującej mu start z pierwszego miejsca na liście, denerwuje się: – O tej umowie nieoficjalnie słychać u nas od jakiegoś czasu. Jeśli to rzeczywiście prawda, to na najbliższym posiedzeniu zarządu, w poniedziałek, będziemy się domagać wyjaśnień w tej sprawie.
http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,22036684,platforma-kontra-ruchy-miejskie-kto-na-czele-list.html.
*********
Panią Profesor A. Chybicką poparły również partie polityczne, Unia Pracy i Polskie Stronnictwo Ludowe o których redaktor zapomniał napisać. Przeoczenie? Możliwe. Nad listami na pewno będziemy rozmawiać z koalicjantami, w stosownym czasie. Pośpiech nikomu i niczemu nie służy, tym bardziej, że do wyborów ponad rok czasu i kształt ordynacji wyborczej nieznany.
Administrator.