Referendum Obywatelskie we Wrocławiu.

Referendum Obywatelskie we Wrocławiu
W październiku 2015 roku odbędzie się pierwsze w historii Wrocławia referendum miejskie. Referendum wyznaczające nowe kierunki rozwoju miasta Wrocławianie i wrocławianki będą mieli okazję zagłosować za wizją przyjaznego miasta, w którym chcą żyć, pracować i odpoczywać. Głosowanie nad kierunkami rozwoju transportu publicznego, zielonych terenów rekreacyjnych , transparentności działań władz miejskich oraz wprowadzeniem Obywatelskiej Inicjatywy Uchwałodawczej jest zaproszeniem dla wrocławian do szerszego uczestnictwa w procesie zarządzania miastem. Referendum jest pierwszym krokiem do stworzenia prawdziwie demokratycznie funkcjonującego ośrodka miejskiego, gdzie najważniejszym głosem jest głos mieszkańców.
Aby uzyskać odpowiednią frekwencję i dać szansę jak największej liczbie wrocławian o zdecydowaniu o kierunkach rozwoju miasta, chcemy, by referendum odbyło się w tym samym czasie co październikowe wybory parlamentarne.
Unia Pracy uczestniczy w przygotowaniach obywatelskiego referendum we Wrocławiu. W poniedziałek 06.07.2015 organizatorzy akcji „Wrocławskie Referendum 2015”, wśród nich kol. Mariusz Put, złożyli na ręce prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza powiadomienie o chęci przeprowadzenia referendum lokalnego. Od tego momentu mamy 60 dni na zebranie minimum 60 tys. podpisów poparcia inicjatywy.
By decyzje podjęte w głosowaniu referendalnym były wiążące, w referendum musi wziąć udział co najmniej 30% osób uprawnionych do głosowania – to dlatego referenda organizuje się zwyczaj podczas wyborów powszechnych. Uważamy, że wrocławianie i wrocławianki najlepiej wiedzą, co chcieliby zmienić w mieście i na co przeznaczyć wspólny wrocławski budżet. Mieszkając we Wrocławiu, dostrzegają jego niedociągnięcia komunikacyjne, niewystarczającą ilość miejsc bezpłatnego odpoczynku czy brak transparentności decyzji podejmowanych przez władze miejskie.
Szczegółowe informacje na temat pytań referendalnych oraz punktów zbiórki podpisów są dostępne na stronie www.wroclawskiereferendum.pl.
Zwracamy się z uprzejmą prośbą do wszystkich sympatyków o aktywne uczestniczenie w akcji zbierania podpisów poparcia pod wnioskiem dostępnym w linku poniżej. Podpisy poparcia można składać bezpośrednio w naszej siedzibie przy ul. Kościuszki 35 b, lok 1, w każdy wtorek w godz. 17-19.
Karty z podpisami można też wrzucać do skrzynki pocztowej umieszczonej na drzwiach naszej siedziby.
Karty do zbierania podpisów można pobrać w formie elektronicznej ze strony www.wroclawskiereferendum.pl.

Mariusz Put

 

Unia Pracy gotowa…

Unia Pracy gotowa na udział w lewicowej koalicji
Wczoraj, 19 lipca (16:44) PAP
Unia Pracy wyraziła wolę przystąpienia do koalicji lewicowych ugrupowań w jesiennych wyborach parlamentarnych, stawia jednak warunki, m.in.: alfabetyczny układ list wyborczych. W koalicji chcą wystartować m.in.: SLD, Twój Ruch i Zieloni.
Rada Krajowa Unii Pracy przyjęła w niedzielę w Poznaniu uchwałę upoważniającą Zarząd UP do prowadzenia uzgodnień warunków budowy koalicji.
„Rada Krajowa Unii Pracy z satysfakcją przyjmuje gotowość stworzenia koalicji Zjednoczonej Lewicy i wspólnego startu partii lewicowych w najbliższych wyborach parlamentarnych. Wierzymy, że tworząc tę koalicję, lewica zmierza do budowy wspólnej, nowoczesnej partii, otwartej na wszystkich ludzi o lewicowych poglądach” – napisano w uchwale Rady Krajowej.
Partia oczekuje od tworzonej koalicji, że pozwoli „wyborcom, a nie liderom partyjnym, decydować, kto z kandydatów będzie ich posłem”.
„W związku z tym zdecydowanie oczekujemy, że listy Zjednoczonej Lewicy będą ułożone alfabetycznie. Zgodnie z lewicowymi zasadami parytetu, listy te powinny w połowie składać się z kobiet i mężczyzn, oraz w poważnym stopniu z ludzi młodych” – głosi przyjęta uchwała.
Jak powiedział w niedzielę na konferencji prasowej lider UP Waldemar Witkowski, spodziewa się, że koalicji uda się wprowadzić do Sejmu ok. 80 posłów. „To już jest taka siła, która może wpływać na decyzje rządu czy Sejmu” – powiedział. Jego zdaniem nie ma innej możliwości, jak „zdobycie przez koalicję dwucyfrowego wyniku w wyborach”.
Partia oczekuje, że reprezentanci lewicy w przyszłym Sejmie „naprawią błędy prawicowych rządów ostatnich 10 lat, stworzą państwo poważne, wolne od średniowiecznych pomysłów na stosunki społeczne, a przede wszystkim państwo wrażliwe na los swoich obywateli”.
W przyjętej w niedzielę uchwale Rada Krajowa Unii Pracy zaapelowała do prezydenta Bronisława Komorowskiego o jak najszybsze podpisane ustawy o in vitro. W innej uchwale Unia Pracy apeluje do prezydenta o wycofanie się z decyzji o przeprowadzeniu we wrześniu referendum. „Ono będzie kosztować mnóstwo pieniędzy, a tak naprawdę niczego nie rozstrzygnie” – podkreślił Witkowski.
Na początku roku Rada Krajowa Unii Pracy podjęła uchwałę o zerwaniu zawartej w październiku 2013 r. umowy koalicyjnej z SLD. UP nie wykluczała wówczas samodzielnego startu w jesiennych wyborach parlamentarnych. Zerwanie koalicji na szczeblu krajowym nastąpiło m.in. ze względu zastosowaną w ubiegłorocznych wyborach samorządowych nazwę i logo koalicyjnego komitetu „SLD – Lewica Razem”, która pomijała obecność Unii Pracy.
„Wybory samorządowe to była porażka lewicy. To było niepotrzebne przekonanie, że logo SLD załatwi wszystkie problemy – nie załatwiło. Dobrze, że SLD zrozumiało ten błąd i chce iść pod nowym logo, chce rzeczywiście tworzyć zjednoczoną lewicę, a nie tylko zamykać się we własnych szeregach” – powiedział PAP Witkowski.
W sobotę SLD i Twój Ruch zapowiedziały start w wyborach parlamentarnych w lewicowej koalicji. Gotowa na start w koalicji jest też gotowa Partia Zieloni. Start w koalicji oznacza konieczność przekroczenia 8 proc. progu wyborczego. Na razie nie wiadomo, pod jaką nazwą wystartuje lewica. Wybory odbędą się 25 października.
Ugrupowania lewicowe wstępnie porozumiały się na początku lipca co do wspólnego minimum programowego. W rozmowach o wspólnym starcie w wyborach brało udział ponad 30 organizacji – partii i stowarzyszeń. Poza SLD, Unią Pracy, Zielonymi i Twoim Ruchem były to m.in.: Partia Demokratyczna, Wolność i Równość, Ruch Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza i Polska Partia Pracy.
Unia Pracy ma w kraju ok. 2,5 tys. członków.
PAP

Uchwała RK Unii Pracy

UCHWAŁA
RADY KRAJOWEJ UNII PRACY
z dnia 19 lipca 2015 roku.

Rada Krajowa Unii Pracy z satysfakcją przyjmuje gotowość stworzenia koalicji Zjednoczonej Lewicy i wspólnego startu partii lewicowych w najbliższych wyborach parlamentarnych. Wierzymy, że podjęte decyzje służą idei wspólnego „drzewa oliwnego polskiej lewicy” zainicjowanego przez Aleksandra Małachowskiego i od lat forsowanego przez Unię Pracy. Wierzymy też, że tworząc tę koalicję lewica zmierza do budowy wspólnej, nowoczesnej partii, otwartej na wszystkich ludzi o lewicowych poglądach.

Rada Krajowa Unii Pracy postanawia przystąpić do tworzenia Koalicji Zjednoczonej Lewicy i zaapelować do swoich członków i sympatyków o wsparcie wszelkich działań zmierzających do jej powstania.
Rada Krajowa upoważnia Zarząd UP do prowadzenia uzgodnień warunków budowy koalicji. Jednocześnie, Rada Krajowa Unii Pracy, odrzuca możliwość startu w najbliższych wyborach na listach innej partii politycznej, w przypadku negatywnego wyniku prac na powołaniem koalicji.

Unia Pracy oczekuje od tworzonej koalicji, że pozwoli Wyborcom, a nie liderom partyjnym, decydować, kto z kandydatów Zjednoczonej Lewicy będzie ich posłem. W związku z tym zdecydowanie oczekujemy, że listy Zjednoczonej Lewicy będą ułożone alfabetyczne.
Zgodnie z lewicowymi zasadami parytetu listy te powinny w połowie składać się z kobiet i mężczyzn oraz w poważnym stopniu ludzi młodych.

Oczekujemy, że Zjednoczona Lewica będzie nowoczesna i odważna. Wierzymy, że w przyszłym Sejmie naprawi błędy prawicowych rządów ostatnich 10 lat, stworzy państwo poważne, wolne od średniowiecznych pomysłów na stosunki społeczne, a przede wszystkim państwo wrażliwe na los swoich obywateli.

Rada Krajowa Unii Pracy

 

I co dalej…?

I co dalej za te 100 dni?

Pan Prezydent RP ogłosił, że za 100 dni odbędą się kolejne wybory -tym razem parlamentarne.Będziemy mieli tę przyjemność postawić przysłowiowy „krzyżyk” przy jednym nazwisku na posła i jednym na senatora.Taka jest demokracja -nasz system głosowania i tak przynajmniej w tych wyborach będzie. Moja uwagę zwraca fakt , na kogo głosować??? Oczywiście największą szansę mają osoby znane tak z TV jak i radia . Mówi się o też ,że wystawia się osoby nieznane lub mało znane aby i one miały swoją szansę. Moje pytanie -tylko po co?. Często jest tak ,że to jedną , dwie, kilka osób się zna na liście czy z danego ugrupowania i tak naprawdę przez ich wizerunek dokonujemy głosowania.Przypadkiem są to osoby, które niczym i nigdzie z niczego nie zasłynęły, nawet będąc już wybranymi. Wystarczy popatrzyć na np. przedstawicieli Ruchu Palikota , czy Korwin Mikkego,Są też tacy , którzy idą, są wybierani bo „lecą” na nazwiskach: jak Gosiewska, Tusk…Polacy są dziwną społecznością. Głosują często na tych- co im obiecują, kłamią , mówią to co im się podoba lub to co chcą usłyszeć. Krótko po wyborach okazuje się,że zrobili błąd,że powinni inaczej zagłosować lub po prostu pójść na wybory, a następnie mają pretensję do wszystkich , tylko nie do siebie.Dziwi mnie takie postępowanie . Osoby które poświęcają się biednym, chorym , potrzebującym są mało zauważalne. Z różnych przyczyn. Osobom którym udzielają wsparcia, pomocy są na ogół biedne, mało znaczące, nie radzące sobie z życiem , codziennymi problemami. Jeżeli nie organizuje się wielkich spotkań, heppeningów to jest się mało rozpoznawalnym , chociaż wykonującym dużo dobrej roboty. Najgorsza w tym wszystkim jest zawiść i złośliwość ludzka, a w małych miejscowościach plotka, pomówienia i zazdrość. Obecnie trwają wakacje, a zaczęła się też kampania wyborcza, w związku z tym będziemy mieli tę „przyjemność”.,że nasi ”znani” posłowie nagle sobie o nas przypomną, będą nas poklepywać po ramieniu, uśmiechać się do nas, a przez ostatnie cztery lata skutecznie „zabierali drabiny ze sobą”, pomagając tylko tym , gdzie to było możliwe,a w trudnych przypadkach przekazywali sprawy do załatwienia nawet nie pisząc czy zgadzają się z postępowaniem np. urzędnika czy nie.
Szanowni wyborcy zastanówcie się nad tym co napisałam, bo to przez najbliższe 100 dni Wy będziecie się przyglądać waszej kandydatce czy kandydatowi, a 25 października dokonacie wyboru. Pamiętajcie ,że ważne jest abyśmy wybrali tych , którzy są z Wami codziennie , których widzicie jako sąsiada, kolegę, którzy mieszkają obok Was, którzy rzeczywiście znają Wasze problemy . Ci wielcy mają poparcie dużych korporacji i oni zawsze sobie poradzą.
Elżbieta Zakrzewska

Tak rodzi …

Tak się rodzi wrocławska oligarchia.
Waldemar Bednarz
Publicystyka
Utworzono: 06 lipiec 2015
Duże miasta w Polsce na skraju bankructwa. Czy to początek końca III RP?
Sytuacja finansowa dużych polskich miast jest krytyczna. Najlepiej widać to na przykładzie Wrocławia. 25 lat sprawowania władzy przez ten sam układ polityczno-towarzyski, począwszy od Bogdana Zdrojewskiego (1990-2001), poprzez Stanisława Huskowskiego (2001-2002), a kończąc na namaszczonym przez Zdrojewskiego obecnym prezydencie Wrocławia, Rafale Dutkiewiczu,  doprowadziło do wielu wynaturzeń, w tym kolosalnego zadłużenia miasta przekraczającego już 6 miliardów zł. Jak mogło do tego dojść? Dla przeciętnego Kowalskiego Rafał Dutkiewicz jawił się najlepszym prezydentem w Polsce, przy czym za tę jego reklamę w mediach zapłacili wszyscy wrocławianie. Teraz powoli budzą się z tego błogiego snu o potędze Wrocławia, jednak już w mieście z najwyższym zadłużeniem z dużych miast w Polsce i wynikającymi z tego konsekwencjami: najwyższymi podatkami lokalnymi, opłatami za śmieci, cięciami w szkolnictwie, spadkiem liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach, archaiczną komunikacja miejską i w konsekwencji jednym z najwyższych wskaźników skażenia powietrza w Europie (8 miejsce).  Wielkie inwestycje, jak Stadion Miejski, Narodowe Forum Muzyki czy  Afrykarium, realizowane były bez konsultacji społecznych, a używano ich jako oręża propagandy sukcesu i budowania kultu Wielkiego Prezydenta, prawie na miarę Kim Dzong Una.
Kreatywna księgowość stała się kluczem do sukcesu Wrocławia i jego prezydenta. Długi miasta wraz ze spółkami miejskimi to ponad 6 mld zł, a każdy wrocławianin, duży czy mały, jest winien różnym instytucjom już ponad 10 000 zł.  Większa część tego zadłużenia – ponad 3 mld 400 mln – przypada na spółki miejskie. Przy czym dług ten jest wyliczony na koniec 2013 roku (dane z 2014 będą znane w lipcu 2015 r.). Taki stopień uzależnienia od instytucji finansowych prowokuje do błędnych, często niegospodarnych zachowań. Stosowana w przypadku budżetu Wrocławia oraz jego spółek inżynieria finansowa kosztuje nas dodatkowe marże, które nie omieszkują nam narzucać banki, firmy leasingowe oraz inwestorzy budowlani. Po prostu wykorzystują słabą pozycję coraz mniej wiarygodnego dłużnika jakim jest nasze miasto.
Magistrat wikła się w kolejne procesy sądowe opiewające już na setki milionów złotych (Mostostal Warszawa S.A., Wrocław 2012 Sp. z o.o.), aby odwlekać płatności. Inaczej władza postępuje z „zaprzyjaźnionymi z Miastem” inwestorami. Otóż tutaj pierwotnie wynegocjowane w przetargach stawki za budowę np. Stadionu Miejskiego z 530 mln zł urosły aneksami do ponad 1 miliarda zł. Podobnie jest z Narodowym Forum Muzyki, gdzie z 300 mln cena skoczyła do blisko 600 mln. Tworzone są nowe spółki inspirowane kolejnymi nierentownymi imprezami, jak np. Wrocławski Komitet Organizacyjny – Światowe Igrzyska Sportowe 2017 Sp. z o.o., czyli World Games. Na 19 spółek aż 13 generuje straty, łącznie w wysokości 126 mln zł. W 2013 r. Miasto musiał je zasilić dodatkową kwotą 326 mln zł., aby nie upadły. Kilka z nich ma większe długi niż majątek (WPW S.A., WKS „Śląsk Wrocław” S.A.). Nieruchomości, w których mieszczą się miejskie urzędy zostały sprzedane. Wrocław jest najbardziej zadłużonym z dużym miast w Polsce.
Dochody miasta Wrocławia, po odliczeniu podatku śmieciowego (wprowadzony w 2013 r.), w ostatnich latach gwałtownie maleją – w 2014 r. były o ponad 6 proc. niższe niż w 2012 r. I nie ma co się temu dziwić, skoro kolejne tereny w ścisłym centrum są włączane do specjalnych stref ekonomicznych głosami radnych Rafała Dutkiewicza (np. właśnie kończona Galeria Skanskiej przy Pl. Dominikańskim została włączona do Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej), a ulgi w podatkach z tego tytułu trafiają… do szwajcarskich banków. Tymczasem Wrocław, który już nie może brać kredytów, bo przekroczyłby dopuszczalny próg i Dutkiewicza zastąpiłby Komisarz, ratuje się tzw. chwilówkami. W budżecie na 2014 r. było ich ok. 230 mln, a w 2015 r. jest ich już ponad 400 mln.
Wrocławskie media tylko pozornie wypełniają swoją funkcję kontrolną. Od lat mają  problem z obiektywnym relacjonowaniem wydarzeń, a wręcz obserwuje się tendencję do kreowania wizerunku na potrzeby magistratu. Przez 25 lat doprowadzono do zmonopolizowania wpływu na opinię publiczną, poprzez polityczną i biznesową kontrolę lokalnego radia, telewizji oraz prasy, poprzez kupczenie stanowiskami i zleceniami z miejskiej kasy. Majątek gminny stał się fundamentem utrzymania władzy, a powołana przez Rafała Dutkiewicza spółka „ARAW S.A.” służy do kreowania pozytywnego wizerunku prezydenta i kierowanego przez niego urzędu. Rocznie ratusz wydaje 18 mln zł na tzw. promocję,  ale jeśli obywatel zapragnie dowiedzieć się na co poszły te pieniądze, to się nie dowie, bo urzędnicy skutecznie blokują dostęp do tych informacji. Również przychylne władzy organizacje społeczne i stowarzyszenia mogą liczyć na uznanie i ewentualne wsparcie.
Autorytarna wrocławska władza zaczyna obejmować swoimi mackami już całe Województwo Dolnośląskie. W Sejmiku Dolnośląskim władzę sprawują radni z PO i obozu Rafała Dutkiewicza, a członkowie zarządu województwa są członkami rad nadzorczych  spółek należących do miasta Wrocławia. Na dodatek, tutejszy prokuratura oraz wymiar sprawiedliwości ma problemy z właściwą oceną działań prezydenta R. Dutkiewicza i jego urzędników, i nie jest to przypadkowe. Blokowanie dostępu do umów zawieranych przez Gminę z prywatnymi przedsiębiorcami oraz ochrona urzędników przed odpowiedzialnością karną, znajdują często „uznanie” wrocławskich sędziów, chyba, że sprawy wcześniej są skutecznie umarzane przez „przychylnych władzy” prokuratorów. Notabene, ci ostatni nie mieli oporów, aby przyjmować od władzy darmowe bilety na imprezy organizowane przez Wrocław. Wielokrotnie prasa opisywała skręcane przetargi, w których startuje jedna firma, a odwoływane są te, w których startuje ich kilkanaście, bez podawania przyczyny. Pasożytnicze czerpanie korzyści obserwuje się w przypadku większości miejskich spółek, a wielokrotnie przekraczane początkowe szacunki kosztów projektów inwestycyjnych przyczyniają się do fatalnej sytuacji finansowej Miasta.
Co gorsza, od początku polskiej samorządności postępuje proces degradacji systemu demokratycznej kontroli władzy, poprzez kupowanie opozycji stanowiskami w magistracie oraz spółkach miejskich. Brak realnej opozycji i prawdziwego systemu kontroli władzy, tajne umowy, przechodzenie władzy z rąk do rąk kolegów wytworzyło we Wrocławiu nową klasę Profiterów, żyjących ze zleceń komunalnych. System, z którym mamy dziś do czynienia można skwitować jednym stwierdzeniem: „rączka rączkę myje”. Tak powstała Wrocławska Oligarchia.

Od administratora: Autor tekstu jest przewodniczącym Rady Osiedla Biskupin, kandydował na urząd prezydenta Wrocławia w jesiennych wyborach samorządowych.

Zezowatym okiem.

Niepokojące informacje napływają do lewicowego elektoratu dotyczące jesiennych wyborów parlamentarnych. Jak grzyby po deszczu, co rusz rodzą się ugrupowania mające ambicje startu w wyborach. Niczego dobrego to nie wróży. Mnie jednak najbardziej interesuje sytuacja Unii Pracy i wszystkich tych organizacji, które w siedzibie OPZZ zdeklarowały się tworzyć porozumienie wyborcze w ramach koalicyjnego komitetu wyborczego. Początek był bardzo obiecujący, chociaż z pewnym zastrzeżeniem. Udało się powołać zespół programowy pod samozwańczym kierownictwem Barbary Nowackiej (przy wsparciu Krytyki Politycznej i Zielonych). Nie udało się natomiast powołać organu politycznego. Na przeszkodzie stanęły zapisy statutowe niektórych partii politycznych, np. SLD.  Dano sobie czas na uregulowanie tych kwestii (uchwały rad krajowych, zarządów, komitetów, ect.) do połowy lipca.  W okolicach dwudziestego lipca wszystko powinno być rozstrzygnięte. I teraz o tych niepokojach. Otóż jak wieść gminna niesie, wielu prominentnych działaczy SLD, tym tzw. baroni, etatowi  aparatczycy i aktualni posłowie, w obawie,          że koalicja może nie przekroczyć wymaganego ośmioprocentowego progu wyborczego rozważają wole startu z… własnego komitetu wyborczego, udostępniając miejsca na listach dla obcych. Niektórzy – podobno- gotowi są błagać prezydenta B. Komorowskiego żeby już ogłosił datę wyborów. Dałoby to asumpt do działania. Porozumienie czy Zjednoczenie lewicy nie powstało, zatem nie ma czasu na dalsze przedłużanie, tworzymy własny komitet np.            o nazwie  Najprawdziwsza Lewica. tak być nie musi, tak być może. A co         z pozostałymi? Utworzą kolejny komitet wyborczy i w końcu października odbędzie się zbiorowy pogrzeb polskiej lewicy! Tylko skąd wziąć aż cztery orkiestry pogrzebowe? Zatem, nie tracąc czasu namawiam do finalizowania prac związanych z tworzeniem koalicji wyborczej na równych partnerskich warunkach z typowaniem liderów list wyborczych w poszczególnych okręgach wyborczych. Jeśli tej szansy nie wykorzystamy elektorat nas znienawidzi.            Z nadzieją, że to tylko wizjonerstwo – do roboty!

Obserwator

Jest Program…?

Zjednoczona Lewica ma już program – poznaliśmy jego szczegóły. Teraz czas na trudne rozmowy o personaliach

Zespół programowy lewicy pod przewodnictwem Barbary Nowackiej kończy pracę. Teraz kolejny etap tworzenia szerokiej lewicowej koalicji.
Zespół programowy lewicy pod przewodnictwem Barbary Nowackiej kończy pracę. Teraz kolejny etap tworzenia szerokiej lewicowej koalicji. Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Najważniejsze cele spięte w trzy bloki programowe i nacisk położony na kwestie społeczno-gospodarcze. Po dwóch tygodniach lewica zjednoczona pod egidą OPZZ finalizuje prace nad porozumieniem. – Dopinamy ostatnie szczegóły, stawiamy ostatnie przecinki i najprawdopodobniej w czwartek będziemy oficjalnie ogłaszać efekty naszej pracy – mówią. Teraz czas na kolejny etap. Kto pociągnie wyborcze listy?

ADVERTISEMENT

Nikt nie trzaskał drzwiami
– Poszło nam całkiem szybko, mimo że nie zawsze było łatwo – mówi w rozmowie z naTemat Barbara Nowacka. Zjednoczona lewica to kilkanaście różnych organizacji, spośród których każda miała swój oddzielny program. – Są wśród nas ludzie o poglądach i bardziej liberalnych, i mocno socjalnych. Dyskusje były bardzo gorące, lecz mimo to, nie doszło do takiej sytuacji, żeby ktoś trzasnął drzwiami i wyszedł – dodaje liderka Twojego Ruchu.

Program zjednoczonej lewicy podzielony jest na trzy bloki. Po pierwsze – państwo przyjazne dla obywatela. Po drugiej – państwo sprawiedliwości społecznej i po trzecie – państwo równych praw i szans. – Staraliśmy się położyć większy nacisk na kwestie społeczno-gospodarcze, co nie znaczy, że sprawy światopoglądowe pominęliśmy – mówi Paulina Piechna-Więckiewicz, przewodnicząca SLD i dodaje, że wypracowany program jest bardzo różnorodny, lecz dzięki tej różnorodności silny.

– Zawarliśmy w nim rozwiązania dla kobiet i mężczyzn, dla starszych i młodszych, dla wielkich miast, ale też małych miejscowości – komentuje dalej. Wszystko po to, aby dotrzeć do jak największej grupy wyborców i „zatrzymać pochód prawicy”. Politycy lewicy wiedzą, że to dla nich ostatnia szansa na podjęcie realnych działań. – Wierzę, że się uda. Musi się udać, inaczej lewicy w Sejmie nie będzie w ogóle, a to bardzo źle dla polskiego społeczeństwa – ocenia w rozmowie z naTemat Piechna-Więckiewicz.

Barbara Nowacka

W pierwszej kolejności staraliśmy się skupiać głównie na tym, co nasz łączy. Nie wchodziliśmy w kwestie, w przypadku których wiedzieliśmy, że porozumienie jest niemożliwe, chyba że były one tak istotne, że nie można było ich pomijać. Wówczas negocjowaliśmy (…) Nie były to łatwe dyskusje, ale daliśmy radę.

Od idei do personaliów
Wśród lewicowych organizacji nadal panuje lekki niepokój, że ktoś może się wyłamać, zrezygnować i coś pójdzie nie tak. Przekonują, że ciśnienie opadnie wtedy, kiedy podpisy zostaną złożone i wszystkie punkty zaakceptowane, a to – zgodnie z planem – nastąpić ma na czwartkowym spotkaniu w siedzibie OPZZ w Warszawie. Wówczas będzie można rozpocząć kolejny etap.

Politycy lewicy przekonują, że to co najtrudniejsze już za nimi. – Pokonaliśmy trzy czwarte drogi do pełnego porozumienia – przekonuje Krzysztof Gawkowski. Jednak ostatnia „ćwiartka” to rozmowy równie trudne, mniej „ideowe”, a bardziej przyziemne – dotyczące wyborczych list.

Lewica chce do wyborów pójść razem. Po pierwsze po to, aby nie zaprzepaścić dotychczas podjętych działań, a po drugie – aby mieć większe szanse na przekroczenie pięcioprocentowego progu. – W czwartek mamy spotkanie zespołu politycznego, na którym dyskutować będziemy zarówno na temat nazwy naszej formacji, jak i o formie porozumienia. Nie wiemy jeszcze czy zdecydujemy się na koalicyjny komitet wyborczy czy komitet wyborczy wyborców. Wszystko dopiero przed nami – zapowiada w rozmowie z naTemat Gawkowski.

Nowacka: Będzie miejsce dla ruchów miejskich i LGBT
Wprawdzie wszyscy konsekwentnie przekonują, że są „dobrej myśli” i wierzą, że rozmowy polityczne uda się przeprowadzić równie szybko i względnie bezproblemowo jak programowe, już dziś wiadomo – że łatwo nie będzie. Kilkanaście organizacji to również kilkunastu liderów, a ambicje polityczne przynajmniej kilku z nich (np. Leszek Miller czy Janusz Palikot) już niejednokrotnie powodowały, że podobne porozumienia paliły na panewce.

Barbara Nowacka jest przekonana, że tym razem będzie inaczej. – W interesie nas wszystkich jest wspólna równorzędna koalicja, a nie porozumienie pod egidą jednej partii – mówi i zapewnia, że zrobi wszystko aby na listach znaleźli się nie tylko działaczki i działacze partyjni, lecz przedstawiciele różnych grup społecznych: ruchów miejskich, LGBT czy środowisk feministycznych. – To mają być listy społeczne, a nie partyjne – zapewnia Nowacka. – Podstawowy warunek to wiarygodność. Bez niej nie znajdziemy się w październiku w Sejmie – dodaje.

Barbara Nowacka

W szeregach każdej partii są ludzie mniej lub bardziej konserwatywni czy liberalni. Nikt mi nie powie, że Jarosław Gowin i Tadeusz Cymański ze Zjednoczonej Prawicy są tacy sami. Podobnie będzie u nas. Jesteśmy różnorodni i jeśli uda nam się znaleźć w Sejmie – będziemy, lecz z pewnością uda nam się wypracować kompromis. Tak jak teraz.

Jaka nazwa dla koalicji?
W przypadku wspólnej koalicji pozostaje jeszcze kwestia nazwy. Pierwsze pomysły już są. Nieoficjalnie mówi się o Zjednoczonej Lewicy. – To nazwa najprostsza i najbardziej oczywista, ale z pewnością będziemy nad tym jeszcze dyskutować – mówi Barbara Nowacka.

Lewica założyła sobie konkretny plan i jak do tej pory – konsekwentnie go realizuje. Miało być porozumienie – jest porozumienie. Miał być program – jest program. Teraz przed nimi to, co zawsze budzi największą ciekawość i najwięcej emocji, czyli układanie list. Spis miejsc biorących jest w przypadku lewicy wyjątkowo krótki, dlatego – mimo licznych do tej pory sukcesów – może być wyjątkowo zacięta. Program programem, lecz personalia okażą się prawdziwym sprawdzianem.

Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl