Unia Pracy – Dolny Śląsk

Unia Pracy

Unia Pracy – Dolny Śląsk - Unia Pracy

Konferencja prasowa W. Bednarza.

Nowy Ład we Wrocławiu…

…to myśl przewodnia i Program Wyborczy kandydata Lewicy Razem                   w wyborach ma prezydenta Wrocławia. Waldemara Bednarza.
W czwartkowe południe na wrocławskim Rynku kandydat przedstawił zarys programu zebranym dziennikarzom, omawiając w skrócie jego poszczególne punkty.
„3x Tak dla Nowego Ładu i 1x Nie dla Rafała Dutkiewicza” – hasłem wyborczym kandydata. Na zebranych dziennikarzach największe wrażenie zrobiła informacja o zadłużeniu miasta i zależnych od miasta spółek wynoszące ponad 5,6 mld zł. Wrocław zmierza do bankructwa, a zaciągnięte kredyty              i pożyczki krótkoterminowe spowodują, że do ratusza zapuka w 2016 roku komornik!
Wskazał również na wysokie koszty życia we Wrocławiu, najwyższe opłaty za wywóz śmieci, najwyższe stawki podatku od nieruchomości i dzierżaw, a także na niską jakość wody, za wysoką cenę.
Z tymi i innymi problemami przyjdzie się nowemu włodarzowi miasta zmierzyć. I na to jest Waldemar Bednarz przygotowany.
W dalszej części prezentacji Programu wskazał sposoby rządzenia i poprawy sytuacji finansowej miasta. Jednym z nich jest ograniczenie wielkich inwestycji, ma również sposób na zaoszczędzenie  każdego roku 300 mln zł.  Ponadto,żadna duża inwestycja nie będzie realizowana bez zgody mieszkańców. Mieszkańcy będą ważnym elementem w rządzeniu miastem. Sięgnę do demokracji bezpośredniej jaką jest referendum – stwierdził kandydat.             115_0318115_0322 Nie sposób przytoczyć wszystkie wątki wystąpienia, przeto odsyłam zainteresowanych na stronę internetową: www.nowylad.org, gdzie czytelnik może szczegółowo zapoznać się z Programem wyborczym KKW SLD Lewica Razem zrzeszającym m. in. Unię Pracy.

Andrzej Puzio – Unia Pracy

„…nie było zasięgu…”

„Na jachcie nie było zasięgu, a koledzy rozgoryczeni”, czyli kłopoty z jednoczeniem lewicy [ROZMOWA]

Rozmawiał: Paweł Gawlik
22.08.2014 , aktualizacja: 22.08.2014 16:14
A A A Drukuj
Od lewej: Waldemar Witkowski (UP), Janusz Onyszkiewicz (PD), Marek Borowski(SdPl) i Wojciech Olejniczak (SLD) podpisują porozumienie

Od lewej: Waldemar Witkowski (UP), Janusz Onyszkiewicz (PD), Marek Borowski(SdPl) i Wojciech Olejniczak (SLD) podpisują porozumienie (Fot. Tomasz Wawer / AG)

Niestety, są w tym środowisku animozje wynikające z wcześniejszych działań różnych osób, które kiedyś tworzyły SLD, a potem wybrały inną drogę. Marek Borowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Aleksander Kwaśniewski. Liderom trudno się ze sobą porozumieć, działać na rzecz szerszej sprawy – mówi Waldemar Witkowski, szef Unii Pracy
Artykuł otwarty
Rozmowa z Waldemarem Witkowskim, szefem Unii PracyPaweł Gawlik: O propozycji utworzenia komitetu wyborczego SLD-UP dowiedzieliście się z telewizji…Waldemar Witkowski, przewodniczący Unii Pracy: Byłem wtedy na urlopie, na morzu. Podobno chciano się do mnie dodzwonić, ale się nie udało. Wysyłano też SMS-y, ale na jachcie nie było zasięgu. Trochę nas ta informacja zaskoczyła. Koledzy byli bardzo rozgoryczeni, ale trudno się dziwić. Nie wiedzieli nic ani ode mnie, ani od drugiej strony. W zeszłym tygodniu w środę spotkaliśmy się i wyjaśniliśmy tę kwestię. SLD przyjęło ze zrozumieniem, że postąpiło nieładnie w stosunku do głównego koalicjanta. W październiku 2013 roku podpisaliśmy umowę o wspólnym starcie w czterech kolejnych wyborach. A więc obowiązuje ona do wyborów parlamentarnych włącznie. Ale jak to w umowach – są takie momenty, że wzajemne informowanie zawodzi.

Bylibyście przeciwni koalicji z Januszem Palikotem?

– Nie, my od niemal dziesięciu lat, od tworzenia Lewicy i Demokratów, byliśmy za tym, aby możliwe najbardziej rozszerzać porozumienie na lewicy. W zeszłym roku przez kilka miesięcy współpracowaliśmy bardzo blisko z Januszem Palikotem. Dość szybko się wtedy z tego wycofaliśmy. On się co prawda trochę zmienił, ale wtedy… Ustalaliśmy coś w kwestiach programowych, a parę godzin później Janusz Palikot potrafił wyjść do mediów i powiedzieć coś odbiegającego od naszych ustaleń. Zbieżność programowa była duża, bo my też podkreślamy mocno świeckość państwa i tolerancję dla różnych odmienności, ale współpraca była bardzo trudna.

Rozmowy z Januszem Palikotem rozbiły się o nazwę SLD-Lewica Razem. Leszek Miller miał nie zgadzać się na umieszczenie w nazwie komitetu Twojego Ruchu. Współpracy nie ma, ale w obecnie proponowanej przez Leszka Millera nazwie nie ma też Unii Pracy. To zamieszanie uderzyło w was rykoszetem?

– Mamy jeszcze trochę czasu. Poczekajmy, kto jeszcze dołączy z partii politycznych. Wiadomo, że naturalnym sojusznikiem lewicy są związki zawodowe. Dla nas kwestia nazwy jest otwarta, decyzja nie jest jeszcze podjęta. SLD proponowało taki szyld, bo tak wynikło z ich wewnętrznych badań. Czekamy na ich pełne wyniki, siądziemy jeszcze raz i razem przeanalizujemy sytuację.

Nie obawia się pan, że Unia Pracy zostanie całkiem zmarginalizowana? Już dziś wielu osobom trudno rozróżnić programy polityczne UP i SLD. Wiele osób pewnie myśli, że Adam Gierek to polityk Sojuszu…

– To jest pewien problem, bo nasza partia przez tyle lat była w zasadzie w niebycie. Ostatni umowny sukces to rządy z lat 2001-04, gdy Marek Pol był wicepremierem. Został po upadku rządu przedstawiony jako jeden z najgorszych ministrów. Czas to zweryfikował i dziś oceniamy go już inaczej. Ale też my nigdy nie mieliśmy parcia na władzę. Z drugiej strony życie weryfikuje poglądy. Teraz myślę, że żadna partia samą ideą się nie wyżywi. Słuszne idee, programy, a brak finansowania i stanowisk powodują, że wszyscy poklepują po ramieniu i mówią „macie rację”, ale nie liczą się ze zdaniem. Partie poza parlamentem prędzej czy później wpadają w taką pułapkę.

Kto może jeszcze dołączyć do waszej koalicji na wybory? W mediach pojawiają się informacje, że może to być Dom Wszystkich Polska Ryszarda Kalisza…

– Wychodząc ze środowej narady ustaliliśmy, że jesteśmy otwarci na wiele środowisk. Do wyborów pojawi się wiele nazwisk, o których dziś się w ogóle nie myśli. Myślę, że Ryszard Kalisz trochę żałuje swoich kroków sprzed paru miesięcy. Z drugiej strony w dużych partiach czasem trudno przeciwstawić się pewnemu poglądowi aparatu czy prezesa, a Ryszard Kalisz jest indywidualistą. Gdy z nim rozmawiam, zawsze muszę najpierw wysłuchać, jak wielkim cieszy się poparciem. W działaniu zespołowym to jest problem. Tu czasem trzeba cofnąć się o krok.

Zjednoczenie lewicy utrudniają ambicje personalne, a nie różnice programowe?

– Programowo wielkich różnic nie ma i dałoby się to pogodzić. To wyrazistość w kwestii świeckości państwa, kwestie tolerancji wobec mniejszości seksualnych. W działalności gospodarczej myślenie jest takie samo – walka o godziwą płacę minimalną, o gwarancje zatrudnienia, o godziwy wiek emerytalny. W tej ostatniej kwestii akurat różniliśmy się z Januszem Palikotem, którego partia bezdusznie poparła wiek emerytalny 67 lat. Tu z Palikota wyszedł liberał gospodarczy.

Na początku 2012 roku wysłaliśmy do partii lewicowych ankietę składającą się z 13 punktów programowych. Założyliśmy, że jeśli zbieżność wystąpi w 10 punktach, to warto porozmawiać o współpracy. Jeśli w ośmiu, to współpraca jest jeszcze możliwa. I praktycznie wszystkie partie miały programy zbieżne z naszym w 11 punktach.

Niestety, są w tym środowisku animozje wynikające z wcześniejszych działań różnych osób, które kiedyś tworzyły szeroki SLD, a potem wybrały inną drogę. Marek Borowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Aleksander Kwaśniewski. Liderom trudno się ze sobą porozumieć, działać na rzecz szerszej sprawy.

Ostatnio coraz aktywniej działają Zieloni, których szeregi zasiliła posłanka Anna Grodzka i którzy zachęcają do współpracy senatora Józefa Piniora.

– Wszystkie lewicowe partie mają podobne spojrzenie na ochronę środowiska, choć my nie jesteśmy tak skrajni jak Zieloni, którzy, można odnieść wrażenie, najchętniej nie budowaliby w Polsce nic i przemieszczali się po kraju wozami. Ale Zieloni są przede wszystkim trudni decyzyjnie. Gdy tworzyliśmy LiD, to raz na rozmowy przychodziła ich przewodnicząca i coś deklarowała, a na następnym spotkaniu przychodził przewodniczący i mówił coś odwrotnego. Możemy współpracować i to jest jasny przekaz. Ale ktoś od nich musi się najpierw zgłosić z taką chęcią. Dotychczas nie udało się nigdy do końca współpracować z Zielonymi.

Józefa Piniora znam od lat, był wiceprzewodniczącym Unii Pracy, rozmawiamy ze sobą. Józef szuka miejsca dla siebie w polityce od lat. Ale nie sądzę, by na trwałe związał się z Zielonymi, bo oprócz szukania miejsca potrafi też wyczuwać wiatr historii. Ale jeśli wejdzie do Zielonych… To powiem, że jest wielkim ideowcem.

Nową lewicową partię założył też Piotr Ikonowicz…

– Ikonowicz… Na pewno jest człowiekiem bardzo lewicowym, nawet skrajnie lewicowym. Jesteśmy tu otwarci na współpracę. W ogóle mechanizm jest taki, że partia, która jest w parlamencie powinna wokół siebie gromadzić mniejsze formacje, które w danym momencie są poza Sejmem, i wciągać je w działania programowe. Ale jakiś pozytywny sygnał musi być też z drugiej strony.

Ikonowicz to wspaniały bojownik o prawa lokatorów, ale bardziej zależy mu na popularności medialnej niż na faktycznym współrządzeniu, gdzie trzeba też podejmować decyzje niepopularne. Lepiej się chyba czuje jako rewolucjonista.

Unia Pracy w koalicji…

Ostatnie wydarzenia

Unia Pracy w koalicji SLD-Lewica Razem

dodano wczoraj o 19:17 w kategorii: Ludzie

6 września br. odbędzie się spotkanie wszystkich sygnatariuszy porozumienia SLD-Lewica Razem. Wtedy przedstawimy nasze hasło wyborcze naszej koalicji i propozycje programowe w wyborach samorządowych – zapowiedział przewodniczący SLD Leszek Miller.
Szef Sojuszu rozpoczął dziś konsultacje nad tworzeniem koalicji SLD-Lewica Razem. Rozmowy rozpoczęto od Unii Pracy, która potwierdziła uczestnictwo w porozumieniu wyborczym. Do 6 września będziemy dalej spotykać się z różnymi ugrupowaniami, także ze związkami zawodowymi, aby wypracować nad najbardziej skuteczną formułą, która przyniesie sukces lewicy w wyborach samorządowych – powiedział Leszek Miller
Szef Unii Pracy Waldemar Witkowski na konferencji prasowej w Sejmie zapowiedział uczestnictwo w koalicji SLD-Lewica Razem. Wierzymy, że ta koalicja może pozyskać kolejnych partnerów politycznych – zaznaczył Witkowski. Wskazał jednocześnie na ważną rolę lokalnych samorządów, które będą w nowej unijnej perspektywie budżetowej 2014-2020 będą pozyskiwały pieniądze na inwestycje w swoich miejscowościach. W sprawach programowych przyjmiemy takie rozwiązania, które ułatwią życie samorządom w tej perspektywie budżetowej – zapowiedział Waldemar Witkowski

Zmierzch Millera?

Prof. Kazimierz Kik, politolog: to zmierzch epoki rządów Leszka Millera

Agnieszka Niesłuchowska

Logo dostawcy  WP.PL |  dodane 2014-08-05 (11:45)

AAA drukuj

Panowie się zorientowali, że jedność się opłaca, bo jest premiowana przez elektorat. Ostatnie sondaże pokazały, że obozy prawicowe zyskały na zjednoczeniu

Prof. Kazimierz Kik, politolog

Leszek Miller szuka możliwości współpracy z Januszem Palikotem przed jesiennymi wyborami samorządowymi. Szef Sojuszu przekonuje, że jego ugrupowanie jest otwarte na lokalne porozumienie z Twoim Ruchem. Czy rzeczywiście? – Połączenie obu ugrupowań zakończy się jedną wielką kompromitacją – przekonuje prof. Kazimierz Kik, politolog.

Jeszcze nie tak dawno, w czasie kampanii do Parlamentu Europejskiego, politycy SLD i TR publicznie obrzucali się wyzwiskami. Palikot nazywał Millera „Sokratesem z Żyrardowa”, „kłamcoholikiem”, Miller odpłacał się cytując Palikotowi klasyka: „Nie powiem nawet ‚pies cię j.., bo to mezalians byłby dla psa”. Zimnym prysznicem dla obu formacji okazał się niski wynik. Europa Plus – Twój Ruch nie przekroczyła progu wyborczego (3.58 proc.), a SLD osiągnęło niespełna 10 proc. Leszek Miller przyznał, że europejska lewica jest rozgoryczona porażką w wyborach do PE, w których większość uzyskały partie prawicowe.

Choć o zjednoczeniu SLD i Twojego Ruchu nie ma mowy, bo – jak przekonuje przewodniczący Sojuszu – obie partie dbają o swoją tożsamość, liderzy na lewicy próbują się dogadać, znaleźć płaszczyznę kooperacji. „Nawet jeżeli nie będzie między nami sformalizowanej umowy o współpracy, to przecież nie jest wykluczone, że gdzieś w gminie, mieście, powiecie powstanie jakieś lokalne porozumienie” – przekonywał Leszek Miller.

Do podania sobie rąk i rozpoczęcia rozmów koalicyjnych skłoniła Leszka Millera i Janusza Palikota trwająca od kilku tygodni dyskusja o konsolidacji prawicy. – Panowie się zorientowali, że jedność się opłaca, bo jest premiowana przez elektorat. Ostatnie sondaże pokazały, że obozy prawicowe zyskały na zjednoczeniu – mówi prof. Kazimierz Kik. I dodaje, że entuzjazm lewicowych liderów może się okazać przedwczesny, ponieważ to, na czym zyskała prawica raczej nie sprawdzi się po drugiej stronie sceny politycznej.

Dlaczego? – Prawica dogadała się, ponieważ jest jednorodna ideowo, tylko Gowin przyszedł z zewnątrz. Na lewicy sytuacja jest bardziej skomplikowana. Aby zjednoczenie miało sens, należałoby zbudować płaszczyznę porozumienia w strukturach pozaparlamentarnych, z szeregiem mniejszych stowarzyszeń i formacji (SdPl, Partia Kobiet, Zieloni etc.). Osiągnięcie porozumienia wymagałoby stworzenia programu oddającego punkty widzenia różnych grup – mówi profesor.

Gdyby nie wewnętrzna opozycja w SLD Leszek Miller już dawno dogadałby się z Januszem PalikotemProf. Kazimierz Kik, politolog

Sojusz deklaruje, że prowadzi rozmowy ze środowiskami lewicowymi, szukając szerokiego poparcia w jesiennych wyborach. To, czy uda się stworzyć wspólny front, okaże się pod koniec sierpnia. Wtedy ma zostać podpisana umowa koalicyjna, której stronami ma być kilkanaście podmiotów. Sekretarz generalny Sojuszu Krzysztof Gawkowski jako „pewnych sygnatariuszy” tej umowy wymienia: UP, KPEiR, OPZZ, Federację Młodych Socjaldemokratów, a także wiele „organizacji i ruchów miejskich”.

– Wypracowanie konsensusu to ciężka praca, której nie będzie się chciało wykonać ludziom, którzy mają podejście pragmatyczne. Ciężko znaleźć wspólny mianownik, gdy jedna partia jest ruchem antyklerykalnym, lekko liberalizującym a druga socjalnym – wyjaśnia prof. Kik.

Zdaniem profesora, nie należy spodziewać się spektakularnych efektów współpracy Palikota i Millera. – Dla nich polityka jest zwykła grą, w której zasady, program liczą się mniej niż samo uczestnictwo w rozgrywkach. Do tego dochodzi niezadowolenie lokalnych polityków Sojuszu. Trudno im będzie oddać miejsca na liście ludziom z Twojego Ruchu. Tym bardziej że wielu „nowych” na listach, to dawni działacze Sojuszu, którzy po wyborach parlamentarnych w 2011 roku przeszli na stronę Palikota, a więc zdradzili matecznik – podkreśla prof. Kik.

Jednocześnie zaznacza, że w SLD nie ma strategii, która prowadziłaby do odbudowania wiarygodności partii. – Próba łączenia z Twoim Ruchem, nawet jeśli jedynie na poziomie samorządowym, stawia Sojusz w pozycji partii cynicznej, która nie liczy się z głosem dołów partyjnych, bardziej ideowych niż kierownictwo – akcentuje politolog.

– Gra z politycznym kameleonem jakim jest Janusz Palikot, nie wyjdzie Sojuszowi na dobre. Doprowadzi do miszmaszu i jednej wielkiej kompromitacji – zapowiada prof. Kik.

W jego ocenie przewodniczący SLD znajduje się w trudnym położeniu. Choć udało mu się przywrócić wewnętrzną jedność Sojuszu, to sukces chwilowy. –

Trudno uznać go za charyzmatycznego lidera, skoro nie udaje mu się poszerzyć elektoratu, przyciągnąć nowych wyborców, a poparcie dla partii niezmiennie oscyluje wokół dziesięciu procent. To powolny zmierzch epoki rządów Leszka MilleraProf. Kazimierz Kik, politolog

Trudno uznać go za charyzmatycznego lidera, skoro nie udaje mu się poszerzyć elektoratu, przyciągnąć nowych wyborców, a poparcie dla partii niezmiennie oscyluje wokół dziesięciu procent. To powolny zmierzch epoki rządów Leszka Millera.

Janusz Palikot stwierdził w TVN24, że w SLD „mamy sytuację buntu i miękkiego ‘zamachu stanu’ na Leszka Millera”. W jego opinii, niezadowolonym z pomysłu koalicji z TR liderom regionalnym Sojuszu prawdopodobnie przewodzą Włodzimierz Czarzasty i Grzegorz Napieralski. – Gdyby nie wewnętrzna opozycja w SLD Leszek Miller już dawno dogadałby się z Januszem Palikotem – uważa prof. Kik.