Unia Pracy – Dolny Śląsk

Unia Pracy

Unia Pracy – Dolny Śląsk - Unia Pracy

Bezdomność – wstydliwy problem?

Bezdomność- wstydliwy problem.
Czytając artykuł z GP-WO dotyczącej sytuacji pobicia mieszkańca Oławy przez agresywnych bezdomnych oraz na różne komentarze związane z tą sytuacją i krótki opis rozwiązania problemu tzn. zamknięcia dworca nasuwa mi się wniosek jeden, mianowicie, w Oławie nie działa system pomocy społecznej dla osób bezdomnych. Zamknięcie dworców nie rozwiąże problemu, przykładem jest dworzec PKP, który w nocy odstrasza przyjezdnych i mieszkańców swoją ciemnością i pustką. Owszem, trzeba przyznać, w nocy na dworcu nie czuć alkoholu, nieprzyjemnego zapachu brudu itp. Teraz pewnie czeka to dworzec PKS w Oławie.
Bezdomność, to sytuacja życiowa osób wykluczonych społecznie, pozbawionych w wyniku różnych sytuacji życiowych pracy, mieszkań czy domów, często niestety, bezdomność jest konsekwencją alkoholizmu, narkomanii oraz brakiem kontynuacji programów resocjalizacyjnych po zakończonym pobycie w zakładach karnych. W Polsce, a także w Oławie są realizowane programy wchodzenia z bezdomności, zakładają one współpracę pomiędzy ośrodkami pomocy społecznej, a osobą zainteresowaną (zwaną klientem), którego celem ma być wyjście ze stanu bezdomności. Wiele miast w ramach tego programu posiada miejsca pomagające tj. noclegownie, domy wspólnotowe , Centra Integracji Społecznej. W Oławie takiego miejsca nie ma. Działają punkty konsultacyjne, działa MOPS lecz pozostaje pytanie, gdzie osoby bezdomne mają przebywać, gdzie mają znaleźć swoje 5m kw? Aby przestać np. pić trzeba gdzieś przebywać, mieć jakiś mały kąt własny, w miarę bezpieczny, potem należy realizować program wychodzenia z bezdomności. Unia Pracy zadaje pytanie władzom miasta Oławy, czy takie miejsce ma szansę powstać? Jest to pierwszy krok do wychodzenia z bezdomności, pierwszy krok do podania ręki, a także zwiększenie bezpieczeństwa w miejscach publicznych.

 

Michał KOTAS    UNIA PRACY OŁAWA

Mariaż?

 

 
Mariaż?

Wielu członków SLD, a nawet sympatyków nie może zrozumieć zachowania Leszka Millera , jego chęci nawiązania bliskiej współpracy z Januszem Palikotem i Twoim Ruchem, pamiętając, że ci panowie jeszcze niedawno omijali się szerokim łukiem, tak na korytarzach sejmowych, jak i w innych publicznych miejscach, nie podając sobie nawet ręki na powitanie, mimo że obok siebie siedzą w ławie poselskiej. Cóż takiego nadzwyczajnego wpłynęło na zmianę postawy obu panów? Polityka i związane z nią frukta? Zapewne tak, uznając, że skoro prawica może się „kumać” i to wcale nie z nagłego przypływu miłosierdzia, to dlaczego nie miałaby podobnie zachować się lewica z centrolewicą! Z chłodnej kalkulacji wynika, że to się może opłacić w niedalekiej przyszłości. Choć nie o takie zjednoczenie lewicy tym panom chodzi. Wiele sobie obiecywano po ubiegłorocznym Kongresie Lewicy, z którego oprócz gładkich przemówień i haseł, a także odśpiewania Międzynarodówki nic nie pozostało. A była nadzieja, jako że w Kongresie uczestniczyło wiele środowisk lewicowych, partii politycznych, związków, stowarzyszeń i organizacji. Stracony rok, stracone lata, a czy nadzieje również? Nadzieja umiera ostatnia! Niech to zbliżenie SLD i Twojego Ruchu, bez pomijania innych partii lewicowych (UP, PPS, PPP) zaowocuje wspólnym programem na najbliższe wybory samorządowe, w szczególności do sejmików wojewódzkich, a następnie w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Już najwyższy czas skoczyć ze staniem lewicy w przedpokoju, już czas wrócić na salony wielkiej polityki.

P.S. Szkoda, że o takim mariażu nie pomyślano zaraz po Kongresie Lewicy, co mogło poskutkować wspólnym startem w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Szkoda…

Andrzej Puzio – wiceprzew. UP

Tylko nowe…

Tylko nowe sojusze mogą przebudować scenę polityczną
Paweł Majewski 16-07-2014,
Sondaż „Rz”: Zjednoczenie na lewicy i na prawicy mocno odczułaby PO.
Badanie IBRiS Homo Homini dla „Rz” nie pozostawia wątpliwości. Gdyby zapowiedzi zjednoczenia, które po aferze taśmowej pojawiły się na lewicy i na prawicy, weszły w fazę realizacji, rozpoczęłyby się bardzo duże przepływy elektoratów. A partia, która w kilku ostatnich wyborach mobilizowała największą liczbę zwolenników, czyli PO, mogłaby stracić niemal 1/3 z nich. Oznaczałoby to gruntowną przebudowę polskiej sceny politycznej.
Jak wynika z sondażu przeprowadzonego w dniach 11–12 lipca (po informacji o fiasku rozmów zjednoczeniowych na prawicy i głosowaniu nad wotum dla rządu i szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza), wspólne bloki lewicy i prawicy cieszyłyby się większym poparciem, niż mają obecnie największe partie, które by je tworzyły.
Duży potencjał lewicy
Najwięcej zyskuje lewica. Gdyby SLD zdecydowało się na wspólny start  z Twoim Ruchem, to skłonność do głosowania na taki sojusz deklaruje 22,6 proc. badanych. Tę możliwość wyklucza 69,9 proc., a swojego stosunku nie potrafi określić 7,5 proc.
Taki wynik to znacznie więcej, niż mają obie te partie w tym samym sondażu. SLD popiera w nim 11 proc., a Twój Ruch 3 proc. z tych, którzy wzięliby udział w wyborach.
Zdaniem ekspertów tak dobry wynik ewentualnego bloku to jedynie zapowiedź potencjału, a nie realne poparcie, które by otrzymał.

Kliknij na grafikę, żeby powiększyć
Dr hab. Rafał Chwedoruk z  Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego mówi o „powtórce z rozrywki”.  Przypomina, że było wiele prób konsolidacji lewicy, które prędzej czy później kończyły się fiaskiem. – Takie zapowiedzi zawsze zyskiwały premię, ale gdy się nie udawały, przy lewicy zostawał jedynie elektorat SLD – ocenia politolog. Jego zdaniem najlepszym przykładem jest ostatni „eksperyment pod hasłem Europa Plus”.
Partia Janusza Palikota, która w wyborach parlamentarnych miała 10 proc. głosów, w wyborach europejskich wystawiła na czołowych miejscach byłych działaczy SLD (Marka Siwca, Ryszarda Kalisza), ugrupowań lewicowo–liberalnych (Andrzeja Celińskiego, Pawła Piskorskiego) i kilka rozpoznawalnych postaci (m.in. byłego senatora PO Kazimierza Kutza i działaczkę feministyczną Kazimierę Szczukę). Efekt – 3,5 proc. głosów i żadnego europosła, a potem rozpad sojuszu i obwinianie się o porażkę.
Jednak SLD, choć osiągnęło poparcie o niemal sześć punktów procentowych wyższe, to tych wyborów za sukces uznać nie może. Straciło dwa mandaty europosłów.
– Ta partia ma o co grać, bo w wyborach samorządowych są okręgi z niewielką liczbą mandatów i przy takim wyniku trudno brać udział w ich podziale – uważa politolog dr Rafał Matyja. Jego zdaniem to nie zyski sondażowe ze zjednoczenia są najważniejsze. – Część gry prowadzi się nie po to, by przyciągnąć elektorat, ale po to, by zneutralizować rywala, który wyborców może zabierać – przypomina.
PiS nie przejmie wszystkich
Jego zdaniem podobny cel może przyświecać Jarosławowi Kaczyńskiemu, który ostatnio deklaruje gotowość do zjednoczenia prawicy. – Musimy skoncentrować nasze wysiłki w ten sposób, aby efektem było powstanie wielkiego (…), zdolnego do zmieniania Polski klubu parlamentarnego – mówił na konwencji, na której co prawda nie było Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry, ale pojawiło się kilku polityków ich partii: Polski Razem i Solidarnej Polski.
Jak pokazuje badanie, gdyby do porozumienia doszło i PiS wchłonąłby na swoich listach mniejsze szyldy, to  mógłby liczyć na poparcie na poziomie 34,2 proc. 60,4 proc. badanych deklaruje, że i tak by go nie poparło, a 5,4 proc. badanych odpowiada na to pytanie: „trudno powiedzieć”.
Część gry prowadzi się nie po to, by przyciągnąć elektorat, ale po to, by zneutralizować rywala
Taki wynik oznacza, że po zjednoczeniu PiS mógłby liczyć na więcej głosów, bo samą partię popiera 31 proc. respondentów IBRiS Homo Homini. Okazuje się jednak, że nie wszyscy wyborcy Gowina i Ziobry przerzuciliby swoje poparcie. W tym samym badaniu mogą one razem liczyć na niemal 5 proc. głosów, co oznacza, że zsumowane wyniki tych trzech ugrupowań, występujących oddzielnie, to  36 proc
Nie zaskakuje to politologów. – Większość wyborców Solidarnej Polski i Polski Razem to ludzie, którzy szukali alternatywy dla PiS – uważa dr Chwedoruk. Jego zdaniem na prawicy jest grupa elektoratu, która nie chce identyfikować się z największą partią.
Potwierdza to dr Matyja. – Są ludzie, którzy nie poprą Kaczyńskiego, nawet jeśli są z nim Gowin czy Ziobro – wskazuje. Dodaje jednak, że pozostawienie tych nazwisk poza obozem PiS może oznaczać, że będą samodzielnie rosły w siłę. Problemem mogą być wybory prezydenckie. – Jeśli PiS wystawi kogoś w rodzaju prof. Piotra Glińskiego, to nawet wyborcy PiS mogą mieć rozterki, czy nie lepiej poprzeć Ziobrę albo Gowina – ocenia.
Traci PO, wyborcy SLD nie chcą Palikota
Jak pokazuje badanie, sojusz PiS z mniejszymi ugrupowaniami prawicowymi zaakceptowałoby 100 proc. wyborców tej partii. Dużo większym problemem dla elektoratu SLD byłaby współpraca partii Leszka Millera z Palikotem. Na taki alias zagłosowałoby 75 proc. jego elektoratu. 15 proc. z nich deklaruje, że nie udzieliłoby mu swojego poparcia.
Zjednoczona lewica byłaby jednak sporym zagrożeniem dla innych partii. Z sondażu wynika, że skłonność do jej poparcia deklaruje 20 proc. elektoratu PO i tyle samo Nowej Prawicy. Projekt spodobałby się również 19 proc. niezdecydowanych, na kogo głosować. Obojętni na taką ofertę byliby wyborcy PiS i PSL, którym lewicowy blok nie zabierałby nic.
Szczególnie zyski w ogromnym elektoracie Platformy pozwoliłyby na znaczne poszerzenie zasięgu oddziaływania.
Dr Chwedoruk wskazuje, że już teraz wielu wyborców PO waha się, czy dalej wspierać tę partię. – Łatwiej zadeklarować im głosowanie na alternatywę w postaci zjednoczonej lewicy niż na SLD czy Twój Ruch – diagnozuje ekspert.
Jak pokazały wyniki badania exit poll IPSOS dla TVP i TVN 24, w czasie wyborów europejskich wśród niemal 700 tys. osób, które głosowało na SLD, dawni wyborcy PO stanowili aż 24 proc.
O wiele gorzej z przyciąganiem wyborców innych ugrupowań radził sobie PiS. Z deklaracji składanych w exit poll wynika, że najcenniejszym nabytkiem było 4 proc. byłych zwolenników PO, co przełożyło się na ok. 200 tys. głosów z 4,3 mln głosów na niego oddanych. Jednak taka sama liczba wyborców PiS odeszła do Gowina i Ziobry. Biorąc pod uwagę fakt, że różnica między PO i PiS wyniosła 24 tys. głosów, można powiedzieć, że strata 27 tys. zwolenników na rzecz Ruchu Narodowego dała PiS boleśnie odczuć, jak dotkliwe są podziały na prawicy.
Zjednoczenie dawałoby szansę nie tylko na zahamowanie odpływu, ale również na przyciągnięcie wyborców innych partii. Poszerzona oferta prawicowa byłaby bowiem alternatywą dla 8,2 proc. zwolenników PO. Jeszcze większe byłoby osłabienie PSL, które mogłoby stracić 25 proc. swoich wyborców. Podczas wyborów europejskich na taki krok zdecydowało się jedynie 6 proc. wyborców ludowców z 2011 r. W efekcie PiS przegrał walkę o wiejski elektorat, bo 1,8 proc. jego dawnych zwolenników dało PSL niemal co dziesiąty głos.
Na wzmocnieniu PiS  straciłby też Kongres Nowej Prawicy,  od którego mogłoby odpłynąć 10 proc. jego zwolenników. Wzmocniony PiS byłby też atrakcyjny dla 13 proc. niezdecydowanych. Zupełnie impregnowani na hipotetyczny sojusz Kaczyńskiego, Ziobry i Gowina jest elektorat SLD, który nie traciłby na nim nic.
Zdaniem dr Chwedoruka nasz system polityczny jest stabilny, bo odzwierciedla „historyczne i cywilizacyjne podziały w Polsce”. Dr Matyja zauważa, że dla PiS równie istotne jak przyciąganie jest niezniechęcanie własnego elektoratu, np. przez kłótnie. – W 2010 r. na Kaczyńskiego zagłosowało 8 mln Polaków. Tylko ich głosy dałyby tej partii całą pulę – przekonuje.

Krótki sen o…

Krótki sen o zjednoczeniu
Eliza Olczyk 15-07-2014, „Rzeczpospolita”

Nie będzie szerokiego porozumienia lewicy przed wyborami samorządowymi i jednej wspólnej listy, która mogłaby skutecznie powalczyć o głosy wyborców. Zanosi się na to, że w tegorocznych wyborach samorządowych może być nawet pięć odrębnych list lewicowych.
Logika na bocznicy
Tygodnikowi „Wprost”, dzięki publikacji taśm kompromitujących polityków PO, w kilka tygodni udało się to, co miesiącami nie udawało się byłemu prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu – pogodzenie Janusza Palikota i Leszka Millera. Co prawda porozumieli się oni na razie wokół jednego celu, czyli nękania rządu z powodu afery taśmowej, ale część działaczy SLD oraz Twojego Ruchu ma nadzieję na coś więcej. Andrzej Rozenek, rzecznik TR, nie krył wczoraj w TVP Info nadziei na „bardzo bliską współpracę z SLD w wyborach samorządowych i w Sejmie”.
– Być może w niektórych miejscach stworzymy wspólne koalicje wyborcze i wystawimy wspólnych kandydatów – mówił Rozenek. – Wszystko jest na dobrej drodze, liderzy rozmawiają. To efekt wspólnej konstatacji, że wobec rosnącej w siłę prawicy jedyną szansą jest zjednoczenie środowisk centrolewicowych.
Wielka zabawa w łączenie lewicy toczy się wyłącznie w Sejmie, ale to jest bicie piany, bo liderzy patrzą tylko na swój interes
Za takie porozumienie – jak wynika z najnowszego sondażu Homo Homini dla „Rzeczpospolitej” – oba ugrupowania mogłyby otrzymać bardzo dużą premię, bo poparcie dla wspólnej listy SLD i TP sięga aż 21 proc. To znacznie więcej niż zsumowane poparcie obu partii. Może to oznaczać, że wyborcy mają już dosyć trwających od dekady kłótni na lewicy, które skutkują stałym spadkiem poparcia dla partii z tej strony sceny politycznej. Logiczne byłoby więc pojednanie. Tym bardziej że to akurat waśnie na lewicy umożliwiają Donaldowi Tuskowi, szefowi PO, utrzymywanie swojej partii na bardzo wysokim poziomie poparcia mimo siedmiu lat rządów. Logika jednak w polityce odgrywa niewielką rolę, a porozumienie wcale nie jest proste.
W SLD, który jest największą partią na lewicy, choć w ostatnich wyborach zdobył ledwie ponad 9 proc. poparcia, ścierają się dwa nurty. Przedstawiciele jednego uważają, że lewica potrzebuje szerokiego porozumienia ze wszystkimi partiami, nie tylko z Twoim Ruchem. Są jednak i tacy partyjni fundamentaliści, wydaje się, że stanowiący większość w partii, głoszący, że listy SLD powinny być tylko dla członków Sojuszu. I wynajdują oni na poparcie swojej opinii szereg argumentów – począwszy od zadawnionych animozji po problemy natury technicznej.
W Sojuszu można np. usłyszeć, że TR i SLD nie mogą wystawić wspólnej listy do powiatów, bo Twój Ruch jest za likwidacją tego szczebla samorządu i nie wystawia w ogóle kandydatów na radnych powiatowych. A skoro tak, to czy jest sens zawierać porozumienie wyłącznie na poziomie wojewódzkim. A poza tym Janusz Palikot jest taki nieprzewidywalny, że chyba lepiej trzymać się od niego z daleka. Z kolei druga strona nie kryje, że Leszek Miller nie jest bohaterem ich bajki i owszem, połączyliby się chętnie z SLD, ale bez Millera.
Samobójstwo lewicy
O szerokim porozumieniu z organizacjami pozaparlamentarnymi w ogóle nie ma w tej chwili mowy. Przeciwnie, lewicowe byty mnożą się jak króliki. Do Zielonych, Partii Kobiet, Polskiej Partii Pracy, SdPl i Unii Lewicy dołączyła niedawno partia Ryszarda Kalisza, a wieść niesie, że własną zakłada też Piotr Ikonowicz, twórca Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, stowarzyszenia działającego na rzecz bezdomnych i wykluczonych. I wszyscy liczą na to, że w wyborach samorządowych przejdą chrzest bojowy, staną się rozpoznawalni, a potem ewentualnie siądą do rozmów o zjednoczeniu na lewicy. Co z tego może wyniknąć w wyborach samorządowych?
Politolog Jarosław Flis, znawca systemów wyborczych, uważa, że kilka komitetów odwołujących się do tych samych wyborców na poziomie sejmików czy miast na prawach powiatów to przepis na spektakularne samobójstwo.
– W miastach na prawach powiatów realny próg wynosi ok. 20 proc., a w sejmikach minimum 15 proc. – mówi politolog. – Przy poparciu rzędu 9 proc., które notuje największy na lewicy SLD, nie ma szans na radnych na tych szczeblach samorządów.
Nieco inaczej rzecz się ma na poziomie gmin, gdzie wybory odbędą się w okręgach jednomandatowych. Tam – zdaniem politologa – wspólne listy nie są potrzebne, ale mimo wszystko potrzebna jest współpraca.
– Jeżeli w danym okręgu będzie tylko jeden kandydat odwołujący się czy do wyborców lewicowych, czy do Zielonych, SLD czy TR, to ma szanse na sukces, szczególnie gdy kandydatów z prawicy będzie np. dwóch – tłumaczy Flis. – Ale gdy do takiego cichego porozumienia i podziału okręgów między zainteresowane komitety nie dojdzie, to prawdopodobnie przepadną wszyscy.
Nie ma gruntu
A przegrane wybory samorządowe będą największym ciosem dla SLD, który może przesądzić też o porażce w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Dlatego mniejsze ugrupowania uważają, że to Sojusz powinien zabiegać o wspólne listy, a nie odwrotnie, bo mali nie mają nic do stracenia. Jednak z punktu widzenia Sojuszu, który nie raz udowodnił, że jest na lewicy najważniejszy, to rozumowanie nie do przyjęcia. Nawet Waldemar Witkowski, szef Unii Pracy, stały koalicjant SLD i wielki zwolennik porozumienia na lewicy, uważa, że powrót do formuły Lewica i Demokraci, której chciałyby mniejsze partie, jest niemożliwy ze względu na zbyt duży opór w Sojuszu.
– Owszem w czasach LiD miło było spotykać się u Aleksandra Kwaśniewskiego w alei Przyjaciół, ale działacze Sojuszu doskonale pamiętają, że ciężar prowadzenia i finansowania kampanii spadał na ich barki, a inni tylko spijali śmietankę – mówi szef UP.
Dlatego według Witkowskiego najlepiej byłoby otworzyć listy Sojuszu dla wartościowych ludzi z innych ugrupowań i w ten sposób zrealizować porozumienie na lewicy.
Prof. Kazimierz Kik, politolog z Uniwersytetu w Kielcach, jest jednak zdania, że do żadnego zjednoczenia nie dojdzie. – Wielka zabawa w łączenie lewicy toczy się wyłącznie w Sejmie, ale to jest bicie piany – uważa Kik. – Obaj liderzy skrzętnie pilnują, żeby partner nie wyrósł nadmiernie, bo liczą na udział we władzy. A dążenie do władzy to dbanie o wyłączność. Tak postępuje Jarosław Kaczyński i tak postępuje Leszek Miller.
Z tego powodu – zdaniem politologa – nie dojdzie też do połączenia z małymi ugrupowaniami pozaparlamentarnymi.
– One są nadmiernie ideowe, a pragmatyczne SLD i Twój Ruch nie potrzebują partnerów, którzy punktowaliby ich z pozycji ideowych – uważa Kik. – Gdyby był wspólny grunt ideowy, to lewica już dawno by się połączyła.
http://www.rp.pl/artykul/1126024.html?p=1

Rok po Kongresie Lewicy

Rok po Kongresie Lewicy
Unia Pracy w Opolu
Minął rok od Kongresu Lewicy, który miał być dla niej przełomowym, miał stworzyć fundament dla współpracy rozdrobnionych partii lewicowych, a być może w przyszłości dać podwaliny stworzenia szerokiej koalicji lewicowej. W jego trakcie zaproponowano różnorodne tematyczne panele dyskusyjne angażując w nie wielu poważnych ludzi, przyjęto szereg wniosków.
Dzisiaj z ponad rocznej perspektywy warto zadać pytania, czy rzeczywiście Kongres był impulsem do budowania wielkiej lewicowej koalicji, czy był on początkiem tworzenia przez Nas oferty programowej dla Polski i Polaków? Niestety odnoszę wrażenie, że entuzjazm z jakim przygotowywano i przeprowadzono Kongres zgasł zaraz po jego zakończeniu. Nie słyszałem, by politycy lewicy w publicznych wystąpieniach nawiązywali do tego wydarzenia lub do jego ustaleń. Rocznica tego wydarzenia minęła zupełnie bez echa. Nawet politycy SLD, którzy byli organizatorami Kongresu nie wspomnieli o tym wydarzeniu i nie dokonali jego oceny z perspektywy minionego czasu, a przecież wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz ostatnie sondaże wskazują, że najwyższy czas by wreszcie rozpocząć budowanie nowego wizerunku Lewicy w Polsce. Wyborcy chcą nas wyrwać z letargu, w którym jesteśmy pogrążeni.
Niestety w roku po Kongresie możemy ze smutkiem konstatować, że znowu wskoczyliśmy w stare koleiny tocząc bezproduktywne dyskusje i koncentrując się na sprawach nie najistotniejszych dla Polaków (taśmy prawdy itp.) a z pola widzenia umykają nam sprawy ważne. Trudno bowiem uznać propozycję 3 x tak za istotną ofertę społeczną, gdyż tak na dobrą sprawę nie była ona do końca przemyślana. Zapominamy natomiast o walce o zwiększenie kwoty wolnej od podatku i obligatoryjnej corocznej jej rewaloryzacji. Najwyższy czas by dokonać istotnych zmian w ustawie o podatku od osób fizycznych, w tym wprowadzić trzeci próg podatkowy. Pora też podnieść wysokość maksymalnego wynagrodzenia od którego odprowadzane są składki na ZUS.
Smuci nas poparcie młodych Polaków dla skrajnej Prawicy. W tym miejscu znowu warto zapytać, co my jako Lewica im zaproponowaliśmy? Czy młodzi Polacy nie zniknęli z Naszego pola widzenia? Zatrudnienie dla młodych powinno być priorytetem naszego programu, podobnie jak stworzenie mechanizmów umożliwiających mobilność młodych Polaków np. poprzez budowanie mieszkań komunalnych – rotacyjnych i stworzenie mechanizmów promujących oszczędzania na własne mieszkania itp.
Powróćmy do idei Kongresu Lewicy, rozpocznijmy poszukiwanie punktów stycznych dla ugrupowań lewicowych pozwalających podjąć ścisłą ich współpracę dla dobra Polski i Polaków. Panowie! Szanujmy własną prace i pieniądze, bo przecież zorganizowanie Kongresu Lewicy było wysiłek setek ludzi i wymagało zaangażowania znacznych środków.
Przewodniczący Rady Okręgowej Unii Pracy w Opolu
Zdzisław Grygiel
Opole, dnia 10.07.2014r

Przykre…

…ale prawdziwe!

Europosłanka Lidia Geringer de Oedenberg postanowiła opuścić szeregi SLD,      a tym samym – prawdopodobnie- klub poselski SLD – UP. Ponieważ sytuacja jest rozwojowa, z naszym komentarzem powstrzymamy się, choć przychodzi to  z trudem. Najbardziej oszukanymi mogą się czuć wszyscy ci, którzy głosowali na tę Panią. Unia Pracy w okręgu nr 12 miała swoją kandydatkę, choć zapewne niektórzy z nas oddali swój głos na Lidię Geringer de Oedenberg.

Administrator